|

Gdy dusza płacze, a duch ufa Bogu

Sam zaś Bóg pokoju niech was w pełni uświęci, a cały duch wasz i dusza, i ciało niech będą zachowane bez zarzutu na przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa (1 Tes 5:23).

Ten fragment pokazuje, że Biblia potrafi mówić o człowieku w sposób bardzo złożony. Paweł wymienia tutaj ducha, duszę i ciało. Nie chcę jednak budować na tym szczegółowego teologicznego podziału człowieka na trzy osobne części, jakby można było dokładnie oddzielić w nas ducha, duszę i ciało niczym trzy niezależne elementy.

Chodzi raczej o coś praktycznego i bardzo ważnego: człowiek jest istotą złożoną. W naszym życiu działają różne warstwy naszej natury. Możemy mówić o tym, co cielesne, o tym, co duszewne, czyli naturalnie ludzkie, oraz o tym, co duchowe, czyli wynikające z działania Boga w odrodzonym człowieku.

W tym sensie można powiedzieć, że „ciało”, „dusza” i „duch” opisują trzy różne płaszczyzny naszego doświadczenia.

Ciało w wielu miejscach Nowego Testamentu nie oznacza po prostu fizycznego ciała jako takiego. Ciało samo w sobie nie jest złe. Bóg stworzył człowieka jako istotę cielesną. Pan Jezus również przyjął prawdziwe ludzkie ciało. Jednak Biblia często używa słowa „ciało” w sensie moralnym, mówiąc o ludzkich pragnieniach, namiętnościach i sposobach zaspokajania potrzeb poza Bogiem.

Nie każda potrzeba sama w sobie jest zła. Człowiek potrzebuje odpoczynku, bliskości, jedzenia, bezpieczeństwa, ukojenia, radości. Problem zaczyna się wtedy, gdy te potrzeby zaczynamy zaspokajać w sposób grzeszny, cielesny, sprzeczny z wolą Bożą. Wtedy ciało staje się nazwą tej sfery człowieka, która szuka ulgi, spełnienia, przyjemności albo poczucia kontroli niezależnie od Boga.

Paweł pisze:

Postępujcie według Ducha, a nie będziecie pobłażali pożądliwości ciała. Ciało bowiem pożąda przeciwko Duchowi, a Duch przeciwko ciału; te zaś są sobie przeciwne (Ga 5:16-17).

A następnie wymienia uczynki ciała:

Nierząd, nieczystość, rozpusta, bałwochwalstwo, czary, wrogość, spory, zazdrość, gniew, kłótnie, niezgody, rozłamy, zawiść, pijaństwo, hulanki i tym podobne (Ga 5:19-21).

W tym sensie ciało to nie tylko fizyczność. To grzeszny sposób reagowania na życie. Człowiek może przeżywać smutek, lęk, pustkę albo samotność i próbować zaspokoić ten ból ciałem: alkoholem, pożądliwością, gniewem, agresją, rozrywką, dominacją, ucieczką od odpowiedzialności albo innymi grzesznymi sposobami ukojenia.

Duch oznacza natomiast tę sferę życia człowieka wierzącego, która została przemieniona przez Boga. To nowe życie, które otrzymujemy przez Chrystusa. To odrodzone serce, w którym działa Duch Święty. To Chrystus mieszkający w nas. To nowe pragnienia, nowy umysł, nowe sposoby myślenia, reagowania i oceniania rzeczywistości.

Pan Jezus powiedział:

Co się narodziło z ciała, ciałem jest, a co się narodziło z Ducha, duchem jest (J 3:6).

Paweł napisał:

Jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe (2 Kor 5:17).

I dalej:

Bo ci, którzy żyją według ciała, myślą o tym, co cielesne; ci zaś, którzy żyją według Ducha, o tym, co duchowe (Rz 8:5).

Duch Święty nie tylko daje człowiekowi nowe życie, ale także przemienia jego sposób myślenia. Uczy go patrzeć na świat przez Ewangelię. Uczy go reagować inaczej niż dawniej. Daje mu pragnienie świętości, miłości, przebaczenia, prawdy, posłuszeństwa Bogu i nadziei w Chrystusie.

Owocem Ducha jest między innymi radość:

Owocem zaś Ducha jest miłość, radość, pokój, cierpliwość, życzliwość, dobroć, wiara, łagodność, powściągliwość (Ga 5:22-23).

Ta radość nie jest zwykłym dobrym nastrojem. Nie jest pozytywnym myśleniem. Nie jest psychologiczną techniką. Jest owocem działania Ducha Świętego w człowieku, który należy do Chrystusa.

Dusza natomiast oznacza tutaj to wszystko, co jest naturalnie ludzkie. To nie jest ani cielesne w sensie grzesznym, ani duchowe w sensie owocu Ducha Świętego. Jest duszewne, czyli związane z naszym naturalnym przeżywaniem świata: smutek, tęsknota, wzruszenie, żal, ból po stracie, przywiązanie do bliskich, naturalny lęk przed cierpieniem, potrzeba bliskości, potrzeba pocieszenia.

Te rzeczy same w sobie nie muszą być ani grzeszne, ani szczególnie święte. Są po prostu ludzkie. Są częścią naszego doświadczenia jako ludzi żyjących w świecie dotkniętym grzechem, śmiercią i cierpieniem.

I właśnie tutaj trzeba bardzo uważać, żeby nie mylić duchowości z udawaniem.

Niedawno przeżyłem jedno z najtrudniejszych doświadczeń w moim życiu — śmierć mojego brata. Moja dusza była zasmucona. Byłem załamany i do dziś w głębi mojego jestestwa przeżywam ogromny smutek. To jest smutek duszy. To jest naturalny ból po stracie kogoś bliskiego.

Gdyby ktoś powiedział mi:

Pomyśl pozytywnie, twój brat umarł, ale zacznij skakać, śmiać się i cieszyć

uznałbym to za okrutne i niemądre. Taka reakcja byłaby sprzeczna z tym, co rzeczywiście przeżywa moja dusza. Nie byłaby to wiara. Byłoby to udawanie.

Biblia nie każe nam udawać, że cierpienia nie ma. Biblia nie mówi:

Nie płaczcie z płaczącymi

Mówi dokładnie odwrotnie:

Płaczcie z płaczącymi (Rz 12:15).

Pan Jezus także płakał.

Kiedy stanął przy grobie Łazarza, czytamy:

Jezus zapłakał (J 11:35).

To krótkie zdanie ma ogromne znaczenie. Jezus wiedział, że za chwilę wskrzesi Łazarza. A jednak płakał. Nie dlatego, że brakowało Mu wiary. Nie dlatego, że był „negatywny”. Nie dlatego, że nie znał mocy Boga. Płakał, bo śmierć jest realnym wrogiem, a ból ludzi jest prawdziwy.

Pan Jezus przeżywał także głęboki smutek i trwogę przed swoją śmiercią. W Getsemane powiedział:

Smutna jest moja dusza aż do śmierci (Mt 26:38).

Marek opisuje to tak:

Począł się trwożyć i bardzo niepokoić (Mk 14:33).

Łukasz dodaje:

A będąc w udręce, jeszcze gorliwiej się modlił (Łk 22:44).

A w Ewangelii Jana sam Pan Jezus mówi:

Teraz dusza moja jest zatrwożona (J 12:27).

To są bardzo ważne słowa. Sam Syn Boży, doskonale święty, doskonale posłuszny Ojcu, bez grzechu, przeżywał smutek, trwogę, udrękę i zatrwożenie. To znaczy, że sam smutek nie jest grzechem. Strach przed cierpieniem nie jest automatycznie niewiarą. Łzy nie są zaprzeczeniem duchowości.

Człowiek wierzący może więc w jednej sytuacji doświadczać jednocześnie trzech rzeczy.

Po pierwsze, może doświadczać smutku duszy. To naturalny ludzki ból. Straciłem brata, więc płaczę, tęsknię, przeżywam stratę, czuję pustkę. Nie muszę udawać, że tego nie ma. Nie muszę wymuszać na sobie sztucznej wesołości. Nie muszę nazywać smutku grzechem.

Po drugie, mogę doświadczać radości ducha, czyli radości płynącej z działania Ducha Świętego w odrodzonym sercu. To nie jest radość typu:

nic się nie stało

To nie jest skakanie ze szczęścia nad grobem. To jest głęboka nadzieja, że Chrystus umarł i zmartwychwstał, że należę do Niego, że On mnie nie opuści, że życie nie kończy się na śmierci, że Bóg kiedyś otrze wszelką łzę.

Po trzecie, mogę być kuszony przez ciało, żeby uciec od bólu w grzeszny sposób. Mogę chcieć znieczulić smutek alkoholem, grzechem, gniewem, rozpaczą, zgorzknieniem, nienawiścią, pożądliwością albo jakąś inną cielesną formą ulgi. I właśnie tutaj potrzebuję czuwania, modlitwy i prowadzenia Ducha Świętego.

Dlatego Biblia mówi:

Jeśli według ciała żyjecie, umrzecie; ale jeśli Duchem sprawy ciała umartwiacie, żyć będziecie (Rz 8:13).

Nie chodzi o to, żeby zabić naturalny smutek duszy. Chodzi o to, żeby nie pozwolić ciału wykorzystać mojego smutku do grzechu.

To rozróżnienie jest ważne, ponieważ dzisiaj wiele osób myli biblijną radość z pozytywnym myśleniem. Mówią:

myśl dobrze, mów dobrze, nie dopuszczaj negatywnych emocji, nie przyznawaj się do bólu, wybierz radość, a wszystko się zmieni

Ale Biblia nie uczy takiego podejścia.

Biblia nie każe człowiekowi wypierać cierpienia. Nie każe mu udawać, że nie ma bólu. Nie każe mu śmiać się w chwili żałoby. Nie każe mu zaklinać rzeczywistości pozytywnymi słowami.

Biblia pokazuje raczej ludzi Bożych, którzy płaczą, modlą się, lamentują, cierpią, ale nie odchodzą od Boga.

Dawid wołał:

Dokąd, Jahwe, będziesz mnie stale zapominał? Dokąd będziesz ukrywał przede mną swoje oblicze? (Ps 13:2).

A jednak ten sam psalm kończy się ufnością:

Ja zaś zaufałem Twojej łasce; moje serce będzie się radować Twoim zbawieniem (Ps 13:6).

To jest biblijna duchowość. Nie wyparcie smutku, ale przyniesienie smutku do Boga. Nie udawanie radości, ale odnalezienie radości w Bożym zbawieniu.

Podobnie Paweł pisze:

jako smutni, lecz zawsze radujący się (2 Kor 6:10).

To jedno zdanie pokazuje, że smutek i radość mogą istnieć jednocześnie. Chrześcijanin może być naprawdę smutny, a jednocześnie naprawdę radować się w Panu. Nie dlatego, że smutek nie istnieje, ale dlatego, że Chrystus jest większy niż smutek.

Paweł nie napisał do wierzących, żeby w ogóle się nie smucili po śmierci bliskich. Napisał:

Nie chcemy zaś, bracia, abyście byli w niewiedzy co do tych, którzy zasnęli, abyście się nie smucili jak inni, którzy nie mają nadziei (1 Tes 4:13).

To bardzo ważne. Paweł nie mówi:

nie smućcie się

Mówi:

nie smućcie się jak ci, którzy nie mają nadziei

  • Chrześcijanin się smuci. Ale nie tak, jak człowiek bez nadziei.
  • Chrześcijanin płacze. Ale nie tak, jak człowiek, dla którego grób jest końcem wszystkiego.
  • Chrześcijanin cierpi. Ale nie tak, jak człowiek, który nie zna zmartwychwstałego Chrystusa.

Pan Jezus nie zbawił nas od samego faktu przeżywania cierpienia w tym obecnym świecie. Zbawił nas od grzechu, sądu i wiecznego potępienia. Zwyciężył śmierć i dał nam nadzieję zmartwychwstania. Ostatecznie usunie wszelkie cierpienie, płacz i ból, ale dopóki żyjemy w tym świecie, nadal przechodzimy przez cierpienie.

Pan Jezus powiedział:

Na świecie ucisk mieć będziecie, ale ufajcie, Ja zwyciężyłem świat (J 16:33).

Nie powiedział:

Na świecie będziecie mieli zawsze wygodę, sukces i pozytywne emocje

Powiedział:

Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, weźmie swój krzyż i naśladuje Mnie (Mt 16:24).

Droga za Chrystusem nie jest drogą wypierania cierpienia. Jest drogą niesienia krzyża w nadziei zmartwychwstania.

Dlatego chrześcijanin nie musi się wstydzić łez. Nie musi ukrywać bólu. Nie musi udawać kogoś silniejszego, niż jest. Może powiedzieć Bogu prawdę o swojej duszy.

Psalmista mówił:

Czemu rozpaczasz, duszo moja, i czemu drżysz we mnie? Ufaj Bogu (Ps 42:6).

Psalmista nie zaprzecza, że jego dusza rozpacza. On rozmawia ze swoją duszą. Przynosi ją przed Boga i kieruje ku nadziei.

To jest zupełnie inne niż pozytywne myślenie. Pozytywne myślenie mówi:

Nie czuj tego. Zaprzecz temu. Zastąp to pozytywną myślą

Biblia mówi:

Przynieś to Bogu. Nazwij swój ból. Płacz przed Nim. Ale nie zatrzymuj się na rozpaczy. Ufaj Bogu

Radość Ducha nie jest powierzchownym nastrojem. Nie jest sztucznym uśmiechem. Nie jest zaklinaniem rzeczywistości. Jest owocem Ewangelii w sercu człowieka.

  • Mogę być smutny po śmierci brata i jednocześnie mieć radość z tego, że Chrystus mnie odkupił.
  • Mogę płakać i jednocześnie wiedzieć, że Bóg jest moim Ojcem.
  • Mogę tęsknić i jednocześnie mieć nadzieję zmartwychwstania.
  • Mogę być przygnieciony stratą i jednocześnie trzymać się obietnicy, że kiedyś Bóg otrze wszelką łzę.

Objawienie Jana mówi:

I otrze Bóg wszelką łzę z ich oczu, i śmierci już nie będzie, ani smutku, ani krzyku, ani bólu już nie będzie (Ap 21:4).

Zauważmy jednak: ta obietnica dotyczy pełni przyszłego Królestwa. Dzisiaj jeszcze łzy są. Dzisiaj jeszcze smutek jest. Dzisiaj jeszcze śmierć boli. Ale chrześcijanin wie, że to nie będzie trwało wiecznie.

Człowiek wierzący nie jest kimś, kto przestał cierpieć. Jest kimś, kto cierpi inaczej, bo cierpi z Chrystusem i w Chrystusie.

  • Jego dusza może być smutna.
  • Jego ciało może być kuszone, żeby szukać fałszywej ulgi.
  • Ale jego odrodzone serce, prowadzone przez Ducha Świętego, może trwać w radości, pokoju i nadziei.

To właśnie znaczy:

jako smutni, lecz zawsze radujący się (2 Kor 6:10).

Nie chodzi o śmiech zamiast łez. Nie chodzi o udawanie, że śmierć nie boli. Nie chodzi o pozytywne myślenie. Chodzi o to, że smutek chrześcijanina nie jest smutkiem bez nadziei.

  • Moja dusza może płakać po śmierci brata. To jest ludzkie i naturalne.
  • Moje ciało może szukać grzesznej ucieczki od bólu. Temu muszę się sprzeciwić.
  • Ale Duch Święty przypomina mi, że Chrystus umarł za moje grzechy, zmartwychwstał, zwyciężył śmierć i prowadzi mnie ku życiu wiecznemu.

Dlatego chrześcijańska radość nie niszczy smutku duszy, ale daje mu granicę. Nie wypiera cierpienia, ale oświetla je Ewangelią. Nie mówi:

nic się nie stało

Mówi:

stało się coś strasznego, ale Chrystus jest większy niż śmierć

I właśnie dlatego chrześcijanin może płakać naprawdę, a mimo to nie rozpaczać jak ci, którzy nie mają nadziei.

Podobne wpisy