3. Pytanie, od którego zależy przeznaczenie
Ułaskawienie, którego nie przyjęto
Pewien młody człowiek mieszkał na Zachodzie Stanów Zjednoczonych. Nie był znany jako przestępca i nie popełniał wcześniej niczego szczególnie złego. Pewnego dnia, podczas gry w karty, stracił jednak panowanie nad sobą. W gniewie wyciągnął rewolwer i zabił swojego przeciwnika.
Został aresztowany, osądzony i skazany na śmierć przez powieszenie.
Ponieważ wcześniej prowadził nienaganne życie, jego przyjaciele i krewni zaczęli zabiegać o ułaskawienie. Zebrano podpisy pod petycją. Do prośby przyłączyło się wielu ludzi. Wieść o sprawie rozeszła się po okolicznych miastach i wsiach, a mieszkańcy chętnie składali swoje podpisy.
W końcu petycję zaniesiono do gubernatora. Był on chrześcijaninem. Kiedy zobaczył stosy podpisanych próśb, wzruszył się. Postanowił ułaskawić skazanego. Podpisał dokument, a potem, przebrany za duchownego, udał się do więzienia.
Gdy zbliżył się do celi śmierci, młody człowiek rzucił się ku kratom i zawołał:
Odejdź! Nie chcę cię widzieć. Już siedmiu duchownych przychodziło do mnie. Mam dość religii.
Gubernator odpowiedział spokojnie:
Poczekaj chwilę, młody człowieku. Mam coś dla ciebie. Pozwól mi z tobą porozmawiać.
Skazaniec przerwał mu gniewnie:
Jeśli natychmiast stąd nie wyjdziesz, zawołam strażników, żeby cię wyrzucili.
Gubernator próbował jeszcze raz:
Ale ja mam dla ciebie wiadomość. Najlepszą wiadomość, jaką możesz usłyszeć. Czy nie chcesz, żebym ci ją przekazał?
Skazaniec odpowiedział:
Słyszałeś, co powiedziałem. Jeśli natychmiast stąd nie wyjdziesz, zawołam strażników.
Gubernator odszedł więc ze smutkiem. Po chwili przyszedł strażnik i powiedział:
Widzę, że odwiedził cię sam gubernator.
Skazaniec zerwał się przerażony.
Co? Ten człowiek w stroju duchownego był gubernatorem?
Strażnik odpowiedział:
Tak. Przyniósł ci ułaskawienie, ale nie chciałeś go nawet wysłuchać.
Młody człowiek natychmiast poprosił o papier, pióro i atrament. Napisał list z przeprosinami do gubernatora. Wyjaśniał, że nie wiedział, z kim rozmawia, i żałował tego, jak go potraktował.
Gubernator otrzymał list, lecz na odwrocie napisał krótko:
Pozostawić bez rozpatrzenia.
Nadszedł dzień egzekucji. Przed śmiercią zapytano skazańca, czy chce coś powiedzieć. Odpowiedział:
Powiedzcie młodym ludziom w całej Ameryce, że nie umieram za swoją zbrodnię. Nie umieram dlatego, że jestem mordercą. Gubernator mnie ułaskawił. Mogłem żyć. Umieram dlatego, że nie chciałem wysłuchać propozycji gubernatora.
Ta historia bardzo mocno pokazuje duchową prawdę. Jeśli człowiek będzie zgubiony, to nie dlatego, że Bóg nie przygotował ratunku, lecz dlatego, że człowiek odrzucił ratunek dany mu w Jezusie Chrystusie.
Bóg ofiaruje przebaczenie, życie i zbawienie przez swojego Syna. Jeśli jednak człowiek odrzuca Chrystusa, odrzuca jedyną drogę ratunku. Co jeszcze może wtedy uczynić Bóg? Jeśli ktoś nie chce przyjąć ułaskawienia, pozostaje pod wyrokiem.
Znana jest także sprawa Wilsona i Portera, skazanych w XIX wieku na śmierć za napad na pocztę amerykańską. Porter został stracony, natomiast Wilson otrzymał ułaskawienie. Odmówił jednak jego przyjęcia. Sprawa trafiła do Sądu Najwyższego. Prezes Sądu Najwyższego, John Marshall, stwierdził, że ułaskawienie musi zostać przyjęte, aby mogło odnieść skutek. Jeśli zostaje odrzucone, sąd nie może zmusić skazanego, aby z niego skorzystał.
Tak samo jest ze zbawieniem. Bóg nie zmusza człowieka do przyjęcia łaski. Odpowiedzialność spoczywa na człowieku. Bóg daje zbawienie, ale człowiek może je przyjąć albo odrzucić.
Jakże my unikniemy kary, jeśli nie będziemy się troszczyć o tak wielkie zbawienie? (Hbr 2:3)
Pytanie Piłata
Piłat zadał jedno z najważniejszych pytań, jakie kiedykolwiek padły z ust człowieka:
Cóż więc mam uczynić z Jezusem, którego nazywają Mesjaszem? (Mt 27:22)
To pytanie nie dotyczyło wyłącznie Piłata. Ono dotyczy każdego człowieka. Co uczynisz z Jezusem Chrystusem? Przyjmiesz Go czy odrzucisz? Uznasz Go za swojego Zbawiciela czy pozostaniesz obojętny?
Piłat próbował uniknąć odpowiedzialności. Najpierw chciał, aby Żydzi sami osądzili Jezusa. Oni jednak odpowiedzieli, że nie wolno im nikogo skazać na śmierć. Potem, gdy Piłat usłyszał, że Jezus pochodzi z Galilei, odesłał Go do Heroda. Herod jednak odesłał Jezusa z powrotem. W końcu Piłat, widząc narastający nacisk tłumu, kazał przynieść wodę i publicznie obmył ręce.
Chciał przez to powiedzieć: nie jestem odpowiedzialny. To nie moja sprawa. Umywam ręce.
Ale człowiek nie może uwolnić się od odpowiedzialności za swój stosunek do Chrystusa przez gest, milczenie, obojętność albo odsuwanie decyzji. Piłat nadal musiał odpowiedzieć na pytanie: co uczynię z Jezusem?
I ty również musisz na nie odpowiedzieć.
Piłat miał Jezusa przed sobą. Słyszał oskarżenia. Widział niewinność Chrystusa. Rozmawiał z Nim. Wiedział, że sprawa jest poważna. A jednak wybrał własne bezpieczeństwo, presję tłumu i polityczny spokój.
Dla Piłata jest już za późno. Jego decyzja została podjęta. Ale dla ciebie jeszcze nie jest za późno. Wciąż żyjesz. Wciąż możesz usłyszeć Ewangelię. Wciąż możesz przyjąć Chrystusa.
To, co zrobisz z Jezusem teraz, zadecyduje o tym, co Jezus uczyni z tobą w dzień sądu.
Nie można pozostać neutralnym
Wobec Chrystusa istnieją tylko dwie możliwości: przyjąć Go albo odrzucić. Człowiek może próbować mówić: nie jestem przeciwko Jezusowi, ale też nie chcę jeszcze Go przyjąć. Chcę pozostać neutralny.
Ale neutralność jest możliwa tylko wtedy, gdy nie została ci złożona żadna propozycja. Jeśli mam w kieszeni prezent, ale nic ci o nim nie mówię, możesz być wobec niego neutralny. Ale w chwili, gdy wyjmuję go i oferuję ci go, musisz podjąć decyzję. Możesz go przyjąć albo odrzucić. Nie możesz już udawać, że sprawa cię nie dotyczy.
Podobnie jest z Ewangelią. Zanim usłyszałeś o Chrystusie, mogłeś nie znać tej sprawy. Ale kiedy Jezus zostaje ci przedstawiony jako Zbawiciel, nie możesz już być neutralny. Każde wezwanie Ewangelii stawia człowieka przed decyzją.
Jeśli dziś nie przyjmujesz Chrystusa, w praktyce Go odrzucasz. Możesz nie powiedzieć tego głośno. Możesz nie wykonać żadnego gestu. Możesz po prostu pozostać na swoim miejscu i nic nie zrobić. Ale właśnie to „nic” może być twoją odpowiedzią.
Odraczanie przyjęcia Chrystusa nie jest neutralnością. Jest kolejną odmową.
Dlatego pytanie brzmi: co uczynisz? Czy po raz kolejny odrzucisz Zbawiciela, czy właśnie teraz przyjmiesz Go jako swojego Pana i Zbawiciela?
Bóg zapyta o twoją odpowiedź wobec Syna
Niech to wybrzmi bardzo mocno: Bóg będzie sądził człowieka na podstawie jego odpowiedzi wobec Jezusa Chrystusa. Nie na podstawie tego, co człowiek kiedyś zamierzał zrobić. Nie na podstawie planów, które odkładał na przyszłość. Nie na podstawie tego, co mógł zrobić, gdyby miał więcej czasu. Bóg będzie sądził człowieka według tego, co rzeczywiście uczynił z Jego Synem.
Możesz dziś powiedzieć: odrzucam Chrystusa teraz, ale kiedyś Go przyjmę. Może w przyszłym tygodniu. Może za kilka lat. Może przed śmiercią.
Ale czy masz pewność, że będziesz żył do przyszłego tygodnia? Czy masz pewność, że serce nie stanie się twardsze? Czy masz pewność, że jeszcze raz usłyszysz wezwanie Ewangelii?
W dzień sądu nie wystarczy powiedzieć: zamierzałem kiedyś przyjąć Chrystusa. Nie wystarczy powiedzieć: miałem dobre zdanie o Jezusie. Nie wystarczy powiedzieć: byłem religijny. Nie wystarczy powiedzieć: żyłem przyzwoicie.
Najważniejsze pytanie będzie proste: co uczyniłeś z moim Synem?
Człowiek może odpowiedzieć:
Byłem religijny.
Ale Bóg nie pyta najpierw o religijność.
Może odpowiedzieć:
Starałem się żyć dobrze.
Ale Bóg nie pyta najpierw o dobre intencje.
Może odpowiedzieć:
Uważałem Jezusa za dobrego człowieka.
Ale Bóg nie pyta tylko o opinię na temat Jezusa.
Pytanie brzmi: czy przyjąłeś Syna Bożego, czy Go odrzuciłeś?
Jeśli człowiek zlekceważy Chrystusa, nie będzie zgubiony dlatego, że Bóg nie chciał go zbawić. Będzie zgubiony dlatego, że zaniedbał wielkie zbawienie.
Dlaczego ludzie będą zgubieni?
Pewna młoda kobieta ciężko zachorowała. Była pobożną członkinią Kościoła. Pewnego dnia, w stanie podobnym do snu, wydawało jej się, że umarła i stanęła u bram nieba. Przed nią miał stać anioł, który przeglądał księgę życia.
Po chwili spojrzał na nią poważnie i powiedział:
Kobieto, twojego imienia nie ma w księdze życia.
Zawołała przerażona:
Jak to? Nie ma mojego imienia? Musi tam być. Sprawdź jeszcze raz.
Anioł jeszcze raz przejrzał księgę i odpowiedział:
Nie. Twojego imienia tu nie ma.
Kobieta zapytała:
Dlaczego? Co takiego uczyniłam, że nie ma mojego imienia w księdze życia?
Odpowiedź brzmiała:
Nie dlatego nie ma tu twojego imienia, że coś uczyniłaś, lecz dlatego, czego nie uczyniłaś. Zaniedbałaś wielkie zbawienie.
Wtedy kobieta się obudziła. Mimo choroby zeszła z łóżka, uklękła i po raz pierwszy w życiu otworzyła serce przed Jezusem Chrystusem, przyjmując Go jako swojego osobistego Zbawiciela.
Dlaczego ludzie będą potępieni? Biblia odpowiada jasno:
Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego (J 3:18).
Człowiek nie będzie potępiony dlatego, że Bóg nie przygotował zbawienia. Nie będzie potępiony dlatego, że jego grzech był większy niż Boża łaska. Bóg może przebaczyć mordercy, złodziejowi, pijakowi, cudzołożnikowi, bluźniercy i każdemu grzesznikowi, który przychodzi do Chrystusa.
Ale jeśli człowiek odrzuca Syna Bożego, odrzuca jedyną drogę przebaczenia. Bóg nie ma drugiego planu zbawienia. Nie ma innego Zbawiciela. Nie ma innej ofiary za grzech. Nie ma innej drogi do Ojca.
Największym nieszczęściem człowieka nie jest to, że jest grzesznikiem, ale to, że może odrzucić jedynego Zbawiciela grzeszników.
Dobry człowiek, który odrzuca Chrystusa
Ktoś może powiedzieć: to niesprawiedliwe. Przecież żyję przyzwoicie. Jestem dobry dla ludzi. Nie rozumiem, dlaczego miałbym być potępiony tylko dlatego, że nie przyjąłem Jezusa Chrystusa.
Wyobraź sobie jednak człowieka, który w swoim mieście cieszy się dobrą opinią. Jest uprzejmy wobec rodziców, miły dla dzieci, pomocny wobec sąsiadów, życzliwy dla znajomych. Wszyscy mówią: to dobry człowiek.
Ale ten sam człowiek znęca się nad swoją żoną, której ślubował miłość i wierność. W końcu zostaje aresztowany i staje przed sądem. Przychodzą świadkowie. Jeden po drugim mówią:
To był uprzejmy człowiek. Był dobry dla rodziców, dzieci, sąsiadów i znajomych.
Sędzia odpowiada jednak:
Nie sądzimy go teraz na podstawie jego stosunku do sąsiadów ani znajomych. Sąd dotyczy tego, jak traktował swoją żonę.
I słusznie zostaje skazany, ponieważ zawinił wobec tej jednej osoby, wobec której miał szczególne zobowiązanie.
Podobnie człowiek może być uprzejmy dla wielu ludzi, a jednocześnie obrażać Syna Bożego przez obojętność, niewiarę i odrzucenie. Może być miły w społeczeństwie, poprawny w rodzinie, szanowany przez znajomych, a jednak przez całe życie zamykać serce przed Chrystusem.
Bóg dał swojego Syna. Jezus zaniósł twoje grzechy na krzyż. Umarł, abyś mógł żyć. Bóg daje ci zbawienie bez pieniędzy i bez zapłaty. Wzywa cię, abyś przyjął Jego Syna jako Zbawiciela. Jeśli odmawiasz, co pozostaje?
Twoja dobroć wobec ludzi nie zrównoważy odrzucenia Chrystusa. Twoja uprzejmość nie usunie winy niewiary. Twoja moralność nie zastąpi pojednania z Bogiem przez Syna.
Wszystko zależy od twojego stosunku do Jezusa Chrystusa.
Człowiek, który nie chciał żyć
Czy nadal uważasz, że Bóg byłby niesprawiedliwy, gdyby potępił człowieka za odrzucenie Jezusa Chrystusa?
Wyobraź sobie, że masz wroga. Wyrządził ci wiele zła. Zniszczył twój dom, skrzywdził twoją rodzinę i nienawidzi cię. Pewnego dnia dowiadujesz się, że jest głodny i bliski śmierci. Mimo wszystkiego, co zrobił, postanawiasz go odszukać. Przyprowadzasz go do swojego domu, sadzasz przy stole pełnym jedzenia i zachęcasz, aby jadł.
On jednak siedzi przy stole i nie sięga po nic. Namawiasz go, prosisz, zachęcasz. Jedzenie jest przed nim. Życie jest w zasięgu ręki. A jednak on odmawia. W końcu słabnie, osuwa się i umiera.
Dlaczego umarł? Czy dlatego, że nie przygotowano dla niego ratunku? Czy dlatego, że nie było jedzenia? Czy dlatego, że nikt go nie zapraszał?
Nie. Umarł, ponieważ nie chciał żyć. Miał przed sobą ratunek, ale go odrzucił.
Tak samo jest z człowiekiem, który odrzuca Chrystusa. Bóg przygotował zbawienie. Chrystus umarł za grzeszników. Ewangelia wzywa: przyjdź, uwierz, przyjmij dar życia. Jeśli człowiek odmawia, pozostaje w śmierci nie dlatego, że Bóg nie chciał go uratować, ale dlatego, że człowiek nie chciał przyjąć ratunku.
Dlatego pytanie jest pilne: czy przyjmiesz dziś Pana Jezusa jako swojego Zbawiciela? Czy uznasz, że On zgładził grzech przez ofiarowanie samego siebie? Czy przyjdziesz do Boga jako bezradny grzesznik, zdany wyłącznie na Jego łaskę, miłosierdzie i zasługi Jego Syna?
Czy pozostaniesz taki, jaki jesteś?
Co uczynisz bez Jezusa?
Możemy nieco zmienić pytanie Piłata. Nie tylko: co uczynię z Jezusem? Ale także: co uczynię bez Jezusa?
Co uczynisz bez Jezusa w godzinie śmierci? Czy jesteś gotów samotnie przejść przez dolinę cienia śmierci? Czy chcesz stanąć wobec ostatniego wroga bez Zbawiciela? Za wszystkie bogactwa świata nie warto wchodzić w śmierć bez Chrystusa.
Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną (Ps 23:4).
Co uczynisz bez Jezusa w dzień sądu? Czy staniesz przed Bogiem sam, bez obrońcy, bez pośrednika, bez przebaczenia? Czy chcesz, aby twoje życie zostało ocenione wyłącznie w świetle Bożej świętości, bez okrycia sprawiedliwością Chrystusa?
Co uczynisz bez Jezusa w wieczności? Za tysiąc lat nadal będziesz istniał. Ale gdzie? Z Bogiem czy bez Boga? W życiu czy pod sądem? W radości zbawionych czy w oddzieleniu od Boga? A tysiąc lat będzie dopiero początkiem.
Co uczynisz bez Jezusa w godzinie smutku? Może jesteś młody i jeszcze nie przeżyłeś wielkich strat. Ale wcześniej czy później przyjdzie ból. Przyjdzie śmierć bliskich, samotność, rozczarowanie albo cierpienie. Czy będziesz w stanie nieść to wszystko bez Chrystusa?
Człowiek może próbować żyć bez Jezusa, ale nie może bez Niego bezpiecznie umrzeć, stanąć przed Bogiem ani wejść w wieczność.
Dwie matki i dwie nadzieje
Gdy autor miał dziewiętnaście lat, pracował jako misjonarz wśród Indian w rezerwacie położonym niedaleko Alaski. Pewnego dnia umarło małe indiańskie dziecko. Pochowano je nad brzegiem Pacyfiku, pod starymi drzewami wielkiego lasu.
Matka patrzyła, jak grób zasypywano ziemią. Nagle zaczęła wyrywać sobie włosy całymi garściami, aż jej głowa zaczęła krwawić. Potem wracała przez wioskę, krzycząc tak głośno, że jej rozpacz było słychać z daleka.
Jakiś czas później umarło inne indiańskie dziecko. Autor wziął martwe ciało na ręce i poszedł ścieżką w stronę oceanu, a Indianie szli za nim w długim szeregu. W kamienistej ziemi wykopano mały grób i złożono ciało. Obok stała matka dziecka. Płakała, ale nie krzyczała. Nie rozpaczała bez nadziei. Wracała do swojej ubogiej chaty w ciszy, z bólem w sercu, ale nie z rozpaczą bez światła.
Skąd ta różnica? Obie matki straciły dzieci. Obie kochały je tak, jak tylko matka potrafi kochać. Obie cierpiały. A jednak jedna nie potrafiła unieść bólu, druga niosła go z nadzieją.
Pierwsza nie znała Chrystusa. Patrzyła na śmierć dziecka i myślała: już nigdy go nie zobaczę. Jej rozpacz była rozpaczą człowieka bez nadziei.
Druga znała Jezusa Chrystusa. W jej sercu była nadzieja zmartwychwstania. Mogła powiedzieć słowami podobnymi do Dawida po śmierci dziecka:
Ja pójdę do niego, ale ono do mnie nie wróci (2 Sm 12:23).
Nie oznacza to, że chrześcijanin nie płacze. Chrześcijanin cierpi naprawdę. Ale cierpi inaczej, ponieważ ma nadzieję. Śmierć nie jest dla niego końcem wszystkiego. W Chrystusie jest zmartwychwstanie, przyszłe spotkanie i życie wieczne.
Nie chcemy, bracia, waszego trwania w niewiedzy co do tych, którzy umierają, abyście się nie smucili jak wszyscy ci, którzy nie mają nadziei (1 Tes 4:13).
Ci, którzy znają Chrystusa, mogą przechodzić przez smutek z nadzieją. Ci, którzy Go nie znają, często zostają z bólem, którego nic nie potrafi rozjaśnić. Dlatego pytanie pozostaje: co uczynisz bez Jezusa w dzień, gdy przyjdzie cierpienie?
Twoja decyzja
Piłat zapytał: co uczynię z Jezusem, którego nazywają Chrystusem? Ale można powiedzieć, że w przyszłości pytanie odwróci się: co Jezus uczyni ze mną?
Dzisiaj pytanie brzmi: co ty uczynisz z Jezusem? W dzień sądu pytanie będzie brzmiało: co Jezus uczyni z tobą? A to, co On uczyni z tobą wtedy, zależy od tego, co ty uczynisz z Nim teraz.
Musisz podjąć decyzję. Nikt nie zrobi tego za ciebie. Nie zrobią tego rodzice, Kościół, pastor, ksiądz, przyjaciele ani żadna tradycja. To jest decyzja osobista. Ty sam musisz odpowiedzieć na wezwanie Chrystusa.
Nie najważniejsze jest to, do jakiego Kościoła należysz. Nie najważniejsze jest to, czy zostałeś ochrzczony, czy wychowałeś się religijnie, czy masz dobre zdanie o Jezusie. Najważniejsze jest twoje stanowisko wobec Niego.
Co uczynisz z Jezusem?
To nie jest tylko pytanie intelektualne. Nie chodzi wyłącznie o to, co myślisz. Chodzi o twoje serce i wolę. Czy przyjmiesz Zbawiciela, czy Go odrzucisz? Czy zaufasz Mu, czy pozostaniesz przy sobie? Czy wejdziesz na drogę życia, czy pozostaniesz na drodze śmierci?
Twoja decyzja ma wieczne konsekwencje.
Dlatego nie odkładaj jej do jutra. Jutro może być za późno.
Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia (2 Kor 6:2).
Jeśli przyjmiesz Chrystusa, będziesz zbawiony. Jeśli Go odrzucisz, pozostaniesz zgubiony. Przyjmij Go więc teraz. Zaufaj Mu jako swojemu osobistemu Zbawicielowi. Niech pytanie, od którego zależy twoje przeznaczenie, nie pozostanie bez odpowiedzi.
Przyjmij Chrystusa. Przyjmij Go teraz.
Cytaty biblijne za: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum.
