6. Fałsz i prawdziwość
Fałszywe i prawdziwe podstawy zbawienia
Jest wiele rzeczy, które ludzie czynią, aby dostać się do nieba. Jeszcze więcej jest fałszywych założeń. Na czym opieramy naszą nadzieję? Dlaczego oczekujemy od Boga, że pozwoli nam wejść do nieba? Na jakim gruncie stoimy? Oto pytania, na które trzeba odpowiedzieć, i są one niezwykle ważne. Najpierw zastanówmy się nad tym, co fałszywe, a potem nad tym, co prawdziwe.
Fałsz
Religia chrześcijańska
Pierwszym fałszywym założeniem, o którym chcę mówić, jest sama religia chrześcijańska. Co to jest religia? Religia jest czymś, co stworzył człowiek. Gdy mówimy o kimś: „człowiek religijny”, mamy na myśli kogoś, kto został ochrzczony, należy do Kościoła, przystępuje do Stołu Pańskiego, zachowuje zwyczaje kościelne i tym podobne. Takiego człowieka uważamy za lojalnego członka Kościoła, za człowieka religijnego.
Tak zwana religia chrześcijańska, jeśli jest pozbawiona Chrystusa, nie ma większej mocy zbawczej niż buddyzm czy islam. Mimo to w ramach tej religii miliony katolików, koptów, prawosławnych i protestantów pokładają nadzieję i oczekują zbawienia.
Czy wiesz, że można być nawróconym, a jednak nie narodzić się na nowo? Naprawdę wierzę, że dziesiątki tysięcy ludzi nawróconych nigdy nie wejdą do nieba, ponieważ nie narodzili się na nowo. Nawrócili się oni od niektórych swoich grzechów, od sceptycyzmu albo obojętności, a w wielu przypadkach ich nawrócenie oznaczało jedynie przejście z jednego wyznania do drugiego. Nie było to jednak nawrócenie do Boga. Mogli nawrócić się do Kościoła, ale nie zostali odrodzeni.
A przecież trzeba pamiętać:
Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego (J 3:3).
Kimś takim była Pandita Ramabai, znana działaczka chrześcijańska w Indiach. Sama opowiedziała swoją zdumiewającą historię. Nawróciła się z hinduizmu na chrześcijaństwo, przyjęła chrzest, przystąpiła do Kościoła i przez osiem lat prowadziła bardzo przykładne życie. A jednak Pandita Ramabai nie była jeszcze prawdziwą chrześcijanką. Sama mówiła, że nigdy nie doświadczyła odrodzenia. Nie poznała Chrystusa jako swojego osobistego Zbawiciela. Przyjęła chrześcijaństwo, ale nie przyjęła Chrystusa.
Przyszła jednak w jej życiu godzina, w której po raz pierwszy zobaczyła siebie jako zgubioną grzesznicę potrzebującą Zbawiciela. Wtedy nastąpiła wielka zmiana. Od tej chwili całe jej życie zostało odmienione, ponieważ poznała Chrystusa. Narodziła się na nowo. Nie tylko się nawróciła, ale została odrodzona przez Ducha Świętego. Oto świadectwo, które sama złożyła:
Myślałam, że pokuta za grzechy i postanowienie porzucenia ich są konieczne do uzyskania przebaczenia, a obrzęd chrztu jest środkiem odrodzenia; że moje grzechy zostaną naprawdę zmazane, gdy przyjmę chrzest w imię Chrystusa. Tego rodzaju myśli, tak pokrewne religijnemu myśleniu Hindusów, trzymały się mnie mocno. Lecz po ośmiu latach od mojego chrztu doszłam do przekonania, że znalazłam religię chrześcijańską, ale nie znalazłam Chrystusa, który jest życiem. Poznałam, że potrzebuję Chrystusa, a nie wyłącznie religii chrześcijańskiej.
Zwróć na to uwagę, przyjacielu. Czy również i ty mogłeś się nawrócić, a jednak nie doznać odrodzenia? Czy znasz Chrystusa jako swojego osobistego Zbawiciela? Jeśli nie, ostrzegam cię: nigdy nie wejdziesz do nieba.
Musicie się powtórnie narodzić (J 3:7).
Przynależność do Kościoła
Następną fałszywą przesłanką jest przynależność do Kościoła. Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że sam z siebie nie możesz po prostu „przystąpić” do prawdziwego Kościoła? Pozwól, że to wyjaśnię.
Wyobraź sobie, że chcesz przyłączyć się do rodziny królewskiej. Czy przez samą decyzję o przyłączeniu zaczęłaby płynąć w twoich żyłach krew królów Anglii? Oczywiście, że nie. Jest tylko jedna droga, aby to mogło się stać: musiałbyś narodzić się w rodzinie królewskiej.
Tak samo jest z Kościołem. Nie mam teraz na myśli Kościoła katolickiego czy protestanckiego, lecz jedyny prawdziwy Kościół — niewidzialny Kościół, który jest ciałem Chrystusa.
Bóg ustanowił Kościół jako wielką rodzinę, rodzinę Bożą. Nikt nie może sam przyłączyć się do tej rodziny. Trzeba się w niej narodzić. W sercu człowieka nie zaczyna pulsować Boże życie tylko dlatego, że przyłączył się do jakiegoś Kościoła, podobnie jak w jego żyłach nie zacznie płynąć królewska krew tylko dlatego, że zapisze się do rodziny królewskiej.
Przyjacielu, czy narodziłeś się w rodzinie Bożej? Czy jesteś członkiem prawdziwego Kościoła? Czy narodziłeś się na nowo? A może jedynie zadbałeś o to, aby twoje nazwisko zostało wpisane do rejestrów jakiejś parafii lub wspólnoty?
Pamiętaj: taka przynależność do Kościoła nie może cię zbawić. Nie ma na świecie takiego Kościoła, który mógłby zbawić człowieka. Tylko Chrystus może to uczynić.
Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego (J 3:3).
Pamiętaj, że w niebie nie będzie ani ewangelików, ani metodystów, ani baptystów, ani zielonoświątkowców, ani anglikanów, ani ewangelicznych chrześcijan, ani katolików, ani prawosławnych. Wszelkie etykiety nadawane przez ludzi pozostaną na boku. Dopuszczeni będą jedynie ci, którzy zostali obmyci we krwi Baranka i otrzymali życie wieczne.
Pytanie nie brzmi: czy jestem członkiem jakiegoś Kościoła? Pytanie brzmi: czy należę do Pana Jezusa Chrystusa? Czy moje imię jest zapisane w Barankowej księdze życia? Czy jestem grzesznikiem zbawionym przez łaskę?
Asceza
Inną fałszywą przesłanką jest asceza. Ludzie, odczuwając coś z ciężaru grzechu, postanawiają prowadzić życie pełne samozaparcia i dobrych uczynków, aby w ten sposób osiągnąć zbawienie. Dlatego zostają ascetami.
U podstaw takiego myślenia leży przekonanie, że nie można osiągnąć zbawienia, żyjąc w świecie pełnym pokus, które nękają ludzkość. Dlatego asceci wyrzekają się świata, żyją w odosobnieniu, w pustelniach lub klasztorach, zadają sobie rozmaite umartwienia fizyczne i podejmują wysiłki, aby pozyskać zbawienie. Wielu z nich udaje się także w dalekie pielgrzymki do tak zwanych miejsc świętych.
Tak właśnie postępował dziadzia Wasyl, postać przedstawiona w poemacie słynnego rosyjskiego poety Niekrasowa. Był dawniej znanym grzesznikiem, jakich wielu było w dawnej Rosji. Tacy ludzie dzień i noc pokutowali, gorzko płacząc. Na różne sposoby udręczali samych siebie, wyrzekali się świata, pościli i nieustannie się modlili. Mimo wszystkich swoich wysiłków nie zaznali jednak pokoju. Wciąż bali się śmierci, a w wielu przypadkach tęsknili za powrotem do świata. Przekonali się, że zbawienie o własnych siłach jest niemożliwe.
Biblia wyraźnie i dobitnie stwierdza, że Chrystus umarł za nasze grzechy i przygotował nam doskonałe zbawienie. Nasze własne uczynki nie mogą nas zbawić. Apostoł Paweł pisał do tych, którzy dążyli do doskonałości przez własne uczynki:
Jeżeli razem z Chrystusem umarliście dla żywiołów świata, dlaczego — jak gdybyście jeszcze żyli w świecie — dajecie sobie narzucać nakazy: Nie bierz ani nie kosztuj, ani nie dotykaj! (…) Są to nakazy i nauki ludzkie (Kol 2:20-22).
Chrzest
Następną fałszywą przesłanką jest chrzest. Pragnę zaznaczyć, że z całego serca wierzę w chrzest wodny, ale nie wierzę, że chrzest jest niezbędny do zbawienia. Jeśli uważasz inaczej, zapominasz o tym, co powiedział Paweł:
Nie posłał mnie Chrystus, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię (1 Kor 1:17).
Czy myślisz, że Paweł zostawiłby swoją pracę niedokończoną, gdyby chrzest był niezbędny do zbawienia? Pomyśl, co byłoby, gdyby jakiś nawrócony człowiek umarł, zanim ktokolwiek zdążyłby go ochrzcić. Pamiętaj także, że łotr na krzyżu nie został ochrzczony. A jeśli istnieje choć jeden taki wyjątek, wystarczy on, aby obalić twierdzenie, że chrzest jest bezwzględnie konieczny do zbawienia.
Czy ktokolwiek może powiedzieć, że nikt z kwakrów ani członków Armii Zbawienia nie będzie zbawiony i że żaden z nich nie wejdzie do nieba? A przecież nie praktykują oni chrztu ani nie przystępują do Stołu Pańskiego. Jeśli więc chrzest byłby niezbędny do zbawienia, wszyscy oni musieliby pójść na potępienie. A tego przecież nie możesz powiedzieć.
Możesz odpowiedzieć: w katechizmie na pytanie: kto nadał ci to imię? — pada odpowiedź, że rodzice chrzestni uczynili to podczas chrztu, przez który człowiek stał się członkiem ciała Chrystusa, dzieckiem Bożym i dziedzicem królestwa niebieskiego.
To prawda, że takie słowa można znaleźć w katechizmie. Ale czy pamiętasz, że cytujesz słowa omylnego człowieka, a nie Słowo Boże? Te słowa są zdecydowanie błędne. Możesz być ochrzczony i konfirmowany, a mimo to nadal pozostawać dzieckiem szatana, ponieważ obrzędy i ceremonie same w sobie nie mają nic wspólnego ze zbawieniem.
Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony (Mk 16:16).
Uwierzyć Ewangelii — to rzecz zasadnicza. Bez wiary chrzest nie ma znaczenia. Zauważ bardzo uważnie, że Jezus nie powiedział: ten, kto się nie ochrzci, będzie potępiony. Powiedział: ten, kto nie uwierzy, będzie potępiony. Wiara jest absolutnie istotna dla zbawienia, natomiast nigdzie w Piśmie Świętym nie jest powiedziane, że chrzest jest istotny dla zbawienia.
Chrzest nigdy nie powinien poprzedzać wiary. Jeśli ją poprzedza, jest chrztem niewierzących.
Jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego (J 3:5).
Woda w tym fragmencie, podobnie jak w innych miejscach mówiących o duchowym narodzeniu, oznacza Słowo Boże.
…aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo (Ef 5:26).
Jest jedno wydarzenie opisane w Nowym Testamencie, które szczególnie jasno pokazuje kwestię chrztu w odniesieniu do zbawienia: nawrócenie Korneliusza i jego domu. Duch Święty zstąpił na nich, zaczęli mówić językami i byli zbawieni. Dopiero potem zostali ochrzczeni.
Pomyśl też o tym: jeśli po przyjęciu chrztu popadniesz w grzech, czy nadal pozostajesz zbawiony? Czy zbawienie wyzwala cię, przemienia i czyni nowym stworzeniem?
Nadasz Mu imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów (Mt 1:21).
On zbawi swój lud nie w jego grzechach, lecz od jego grzechów. Jeśli nie jesteś zbawiony od grzechów, w ogóle nie jesteś zbawiony. Czy chrzest może tego dokonać?
W końcu — i to jest nieodparty argument — czynienie z chrztu warunku zbawienia stoi w sprzeczności z wielką nauką Pawła dotyczącą łaski Bożej. W Nowym Testamencie wciąż i nieustannie znajdujemy pouczenie, że jedynym warunkiem zbawienia jest wiara. Tej ogromnej liczby jasnych i nieomylnych dowodów nie można pomijać.
Tysiące ludzi doznały duchowego odrodzenia, jeśli uwzględnić choćby tylko takie fragmenty Nowego Testamentu: J 1:12; 3:14-18; 5:24; 6:47; Dz 10:43; 13:39; 16:31; Rz 1:16; 3:19-26; 4:5; Ga 2:16; Ef 2:8; Flp 3:9. Cóż mamy powiedzieć, jeśli Duch Boży poświadcza naszemu duchowi, że jesteśmy narodzeni z Boga, nawet jeśli nie byliśmy ochrzczeni?
Zbawienie dokonuje się albo przez uczynki, albo z łaski — ale nie dzięki jednemu i drugiemu. Paweł wyjaśnia to dobitnie szczególnie w Listach do Rzymian i do Galatów. Pisał po to, aby konsekwentnie dowieść, że zbawienie dokonuje się całkowicie z łaski, a nie z uczynków.
Nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił (Ef 2:9).
Człowiek może więc robić wszystko: zachowywać zakon, chrzcić się, konfirmować, przystępować do Stołu Pańskiego albo wykonywać inne religijne obowiązki. Ach, te uczynki, uczynki, uczynki! Człowieku, Chrystus dokonał wszystkiego na Golgocie. Przestań czynić, a uwierz!
Pośrednictwo
Następną fałszywą przesłanką jest wyobrażenie o pośrednictwie. Mówiąc o pośrednictwie, mam na myśli odwoływanie się do pomocy i adorowanie Maryi Panny oraz świętych, w których pośrednictwo między człowiekiem a Jezusem wielu ludzi wierzy.
Rozpowszechniony pogląd jest taki:
Jestem wielkim grzesznikiem i dlatego zapewne nie mogę sam dostąpić zbawienia. Mam jednak pośredników w niebie, których zasługi i wstawiennictwo mogą otworzyć mi drzwi królestwa. Oni modlą się za mnie, a ich modlitwy wpływają na Chrystusa.
Wielu grzeszników, którzy nie chcą rozstać się ze swoimi grzechami, pokłada zaufanie w czyimś wpływie na Boga.
Ani Maryja Panna, ani święci nigdy nie będą mogli uczynić czegoś takiego dla grzesznego człowieka. Zbawienie nie dokonało się ani dzięki Maryi Pannie, ani dzięki świętym. Dokonało się ono tylko przez Chrystusa i tylko przez Niego mamy dostęp do Boga.
I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni (Dz 4:12).
Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus (1 Tm 2:5).
Zwróć uwagę: jeden jest Pośrednik — nie dwóch ani wielu. Tym jednym, jedynym Pośrednikiem nie jest Maryja Panna ani żaden święty, lecz sam Pan Jezus Chrystus.
Gdyby jakiś sławny adwokat podjął się obrony twojej sprawy, po co miałbyś szukać innych obrońców o gorszych kwalifikacjach? Nasz niebieski Obrońca, nasz jedyny Pośrednik — jak Pismo Święte wyraźnie stwierdza — to Pan Jezus Chrystus. Jeśli Jego pośrednictwo jest wystarczające, a Bóg mówi, że tak jest, dlaczego zwracać się do kogokolwiek innego?
Przyjacielu, nie powinieneś bać się przyjść ze swoimi grzechami do Jezusa. On przyjmuje każdego. On jest przyjacielem grzeszników. Jeśli jednak obstajesz przy tym, aby uciekać się do innych pośredników, nie rozstając się ze swoimi grzechami, nic nie zyskasz, ponieważ nikt z nich nie może ci pomóc.
Zachowywanie przykazań
Jedną z bardzo rozpowszechnionych, a fałszywych przesłanek jest zachowywanie przykazań. Czy właśnie na tym opierasz swoją nadzieję?
Dobrze, wyobraźmy sobie, że udało ci się zachowywać je wszystkie. Wówczas twoje doświadczenie byłoby jedynie negatywne. Zbawienie nie polega bowiem na tym, że człowiek powstrzymuje się od pewnej liczby występków. Nie polega ani na tym, aby czegoś nie czynić, ani na tym, aby coś wypełnić w sensie posłuszeństwa przykazaniom. Zbawienie polega na tym, co zostało dokonane — oczywiście nie przez ciebie, lecz przez Chrystusa. Liczy się Jego dzieło, a nie twoje.
Oto człowiek, któremu zostało kilka minut życia. Woła:
Co muszę uczynić, aby być zbawionym?
Odpowiadasz mu:
Zachowuj przykazania.
On jednak mówi:
Przecież ja nie mam czasu nawet zacząć. Umieram!
Tak, to prawda — i to aż nazbyt prawdziwa. Na łożu śmierci nie ma czasu, aby zacząć zachowywać przykazania. Jeśli przestrzeganie zakonu jest jedyną nadzieją zbawienia człowieka, to jest on już zgubiony, ponieważ Jezus mówi wyraźnie:
Czyż Mojżesz nie dał wam Prawa? A przecież nikt z was nie zachowuje Prawa (J 7:19).
Jeśli wydaje ci się, że zachowujesz Prawo, przeczytaj uważnie słowa zapisane w Ewangelii Mateusza 5:27-28 oraz 22:34-40.
Ale załóżmy nawet, że zachowujesz przykazania. To i tak nie obdarzy cię życiem wiecznym. Nie biorę imienia Bożego nadaremno. Nie zabijam, nie kradnę, nie cudzołożę. Mogę zachowywać wszystkie przykazania, łącznie ze święceniem żydowskiego szabatu, a mimo to ignorować Jezusa Chrystusa i Jego zbawczą śmierć.
Bóg nie obiecał życia wiecznego dlatego, że człowiek nie robi pewnych rzeczy. Nie, przyjacielu, zachowywanie przykazań nie zapewni ci życia wiecznego.
Gdyby bowiem dane było Prawo mające moc udzielania życia, wówczas rzeczywiście usprawiedliwienie płynęłoby z Prawa (Ga 3:21).
Modlitwy za zmarłych
Oto inna fałszywa przesłanka: modlitwy za zmarłych. Wielu ludzi myśli w ten sposób:
Jeśli w tym życiu nie będę zbawiony, to jeszcze pozostaje dla mnie nadzieja, ponieważ mogę uzyskać zbawienie po śmierci.
Takie przekonanie ma wielu nominalnych chrześcijan należących do historycznych Kościołów. W jaki sposób spodziewają się zbawienia po śmierci?
Mówią:
Kościół będzie modlił się za odpoczynek naszej duszy.
Taka podstawa zbawienia jest sprzeczna ze zdrowym rozsądkiem, a także z zasadami sprawiedliwości. Opierając się na niej, grzesznik może bez przeszkód trwać w grzechu, wierząc, że po śmierci Kościół będzie się za niego modlił.
Kiedy bogacz znajdujący się w otchłani pragnął ulgi w męczarniach, powiedziano mu, że między nim a Łazarzem istnieje wielka przepaść, tak utwierdzona, że ani on, ani Łazarz nie mogą jej przekroczyć. Ulga była więc niemożliwa. Żaden Kościół nie mógł go „wymodlić”.
Między nami a wami zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd do nas się przedostać (Łk 16:26).
Bóg przyjmuje każdego grzesznika, który szczerze pokutuje, i usprawiedliwia go na podstawie wiary w przelaną krew Pana Jezusa Chrystusa. W ten sposób udziela mu życia wiecznego.
Zamiast więc trwać w grzechu na tym świecie z nadzieją, że po śmierci ktoś wymodli cię z czyśćca, uczyń jedyną rzecz, którą trzeba uczynić: przyjmij Jezusa Chrystusa jako swojego Zbawiciela, dopóki jesteś jeszcze na ziemi.
Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia (2 Kor 6:2).
Najszlachetniejsze poczynania
Być może fałszywą przesłanką, na której się opierasz, jest czynienie najszlachetniejszych rzeczy, do jakich jesteś zdolny. Pozwól jednak, że zadam ci pytanie: czy choć raz nie zdarzyło ci się nie uczynić tego, co najlepsze?
Przyznasz zapewne, że niejednokrotnie mogłeś postąpić lepiej, niż postąpiłeś. Tym samym sam siebie osądzasz, ponieważ jeśli czynienie tego, co najlepsze w twojej mocy, jest gruntem, na którym opierasz nadzieję zbawienia, musisz zginąć. Wiesz bowiem doskonale, że nikt nie żył tak, aby w każdej chwili czynić wszystko najlepiej, jak tylko mógł.
Grunt, na którym stoisz, usuwa ci się spod stóp.
Reformacja
Poleganie na reformacji jest również fałszywą przesłanką. Ludzie mówią o „odwróceniu nowej karty w księdze”, ale jest to zupełne szaleństwo.
Uczeń robi plamę atramentową w zeszycie, a potem odwraca kartkę na nową, czystą stronę. Nauczyciel przegląda jego zadanie i trzeba przyznać, że nowa strona wygląda wspaniale. Ale nauczyciel chce zobaczyć także to, co zostało zrobione wcześniej. Odwraca więc kartkę i widzi szpetną plamę atramentu.
To bardzo dobrze, przyjacielu, odwrócić kartkę. Ale co ze starymi kartami?
Jak wygląda księga twojego życia? Czy nie ma w niej plam grzechu? Czy nie boisz się, że Bóg odwróci karty wstecz? Tak, są tam plamy, ponieważ wszyscy zgrzeszyli. A jednak ja się nie boję.
Dlaczego? Pozwól, że opowiem ci o Marcinie Lutrze.
Pewnego razu — jak mówi opowiadanie — przyszedł do Lutra diabeł z wielkim pergaminem w ręku, zapisanym po obu stronach.
Cóż to jest? — zapytał Luter.
To jest spis twoich grzechów — odpowiedział diabeł.
Luter bardzo dokładnie przeczytał dokument i stwierdził, że diabeł miał niestety rację. Rzeczywiście były tam zapisane grzechy, o których dawno już zapomniał. Luter musiał przyznać, że jest winien.
Dobrze — powiedział Luter. — A czy to są wszystkie moje grzechy?
O nie, żadną miarą — odrzekł szatan. — Mam jeszcze jeden dokument.
Idź i przynieś go — powiedział Luter.
Po chwili diabeł wrócił z drugim pergaminem, podobnym do pierwszego. I znów wielki reformator musiał uznać się za winnego. Zapytał jednak jeszcze raz:
Czy to wszystko?
O nie. Mam jeszcze jeden dokument — odpowiedział szatan.
Idź i przynieś go — rozkazał Luter.
Wkrótce diabeł powrócił z trzecim pergaminem, który Luter znowu dokładnie zbadał.
Tak — powiedział reformator — to są wszystkie moje grzechy. Popełniłem je wszystkie. Czy masz jeszcze jakiś spis?
Nie — odpowiedział szatan. — To wszystko.
Wtedy Luter spokojnie podszedł do stołu, wziął pióro, zanurzył je w czerwonym atramencie, a następnie wziął wszystkie trzy pergaminy i na każdym z nich napisał w poprzek następujące słowa:
Krew Jezusa, Syna Jego, oczyszcza nas z wszelkiego grzechu (1 J 1:7).
Z wielkim niezadowoleniem i złością na twarzy szatan odwrócił się i zniknął.
Tak, przyjacielu, ja także zgrzeszyłem i, podobnie jak Luter, jestem winien. Ale dzięki Bogu przed laty przyjąłem Jezusa Chrystusa jako swojego osobistego Zbawiciela, a On zmył wszystkie moje grzechy. Teraz również ja mogę napisać na kartach mojego nędznego i niegodziwego życia te wspaniałe słowa. Moje grzechy zostały wymazane i dzięki Bogu nie będą już więcej wspomniane przeciwko mnie. Bóg widzi mnie w swoim Synu, przyodział mnie w nieskazitelną sprawiedliwość Jezusa Chrystusa, a moje grzechy zostały przykryte krwią.
Reforma życia nie jest odrodzeniem. Możesz pomalować starą wiejską studnię tak, że będzie najładniejsza w całej okolicy, ale jeśli woda pozostanie zatruta, żadne zewnętrzne ulepszenia jej nie oczyszczą. Problem tkwi wewnątrz. Jest z nią jak z grobowcem pobielonym z zewnątrz.
Trzeba zerwać zewnętrzne oszalowanie studni i zejść głęboko, aż do samego źródła, aby znaleźć przyczynę, która zatruwa wodę. Gdy się ją znajdzie, trzeba ją usunąć. Tak samo trzeba zejść w głąb ludzkiego serca, gdzie znajduje się źródło grzechu. Żadne zewnętrzne ulepszenia i upiększenia tu nie pomogą, ponieważ trudność tkwi w głębi serca.
Prawo i wychowanie mogą mieć wpływ na pewne zewnętrzne formy grzechu, takie jak niepowściągliwość, kradzież, zabójstwo i tym podobne. Mogą im przeciwdziałać i ograniczać ich skutki. Świat może wyglądać jak ta stara studnia, odnowiona z zewnątrz, ale dla samego grzechu nie ma to znaczenia. Nie ma bowiem innego środka zaradczego oprócz krwi Chrystusa.
Trzeba oczyścić wnętrze kielicha i misy. Musimy dotrzeć do samego rdzenia choroby i zastosować jedyny środek, którym jest zbawcza krew Chrystusa.
Grzechu niczym zmyć się nie da,
Tylko krwią Jezusa.
Nic nie znaczy ma zasługa,
Tylko krew Jezusa.
Żaden chirurg, mając do czynienia z wrzodem, nie zaklei go tylko z zewnątrz plastrem, aby wyglądał mniej odrażająco. Jeśli zna swoje rzemiosło, wie, że trzeba użyć noża. Trzeba wrzód otworzyć i oczyścić, zanim dalsze leczenie będzie miało sens.
Biada człowiekowi, który nie zwraca uwagi na grzech toczący go jak rak, lecz przez zastosowanie zewnętrznych środków spodziewa się poprawy.
John Bunyan
Jednym z najbardziej uderzających przykładów reformy życia jest doświadczenie Johna Bunyana. Oto jego wyznanie, zapisane jego własnymi słowami:
Zająłem się Biblią i zacząłem znajdować wielką przyjemność w jej czytaniu. Dzięki temu doszedłem jakby do pewnej zewnętrznej reformy zarówno moich słów, jak i czynów. Stawiałem sobie przykazania na mojej drodze do nieba, a potem myślałem, że podobam się Bogu w takim stopniu jak wszyscy ludzie w Anglii. Trwałem w tym około roku. W tym czasie nasi sąsiedzi uważali mnie za bardzo dobrego człowieka, odnowionego i religijnego. Dziwili się, widząc tak wielką zmianę w moim życiu i sposobie zachowania. I rzeczywiście tak było, chociaż nie znałem jeszcze Chrystusa ani łaski, ani wiary, ani nadziei. Dlatego, jak teraz widzę, gdybym wtedy umarł, mój stan byłby najbardziej opłakany. Ale powiadam: moi sąsiedzi byli zdumieni moim nawróceniem od marnej świeckości do czegoś w rodzaju moralnego życia. Zaczęli mnie wychwalać i dobrze o mnie mówić, zarówno w oczy, jak i poza plecami. Mówili, że stałem się dobry. I niestety rozumiałem, że taka jest ich opinia o mnie, i pochlebiało mi to. Chociaż nie byłem niczym więcej jak biednym, zamaskowanym obłudnikiem, lubiłem, gdy mówiono o mnie, że jestem naprawdę dobry. Byłem dumny z tego, że jestem dobry, i rzeczywiście czyniłem wszystko, aby ludzie to widzieli i dobrze o mnie mówili.
Tak więc reforma życia, jakiej John Bunyan próbował dokonać w sobie samym, nie zbawiła go. Tak samo nie zbawi ona ciebie, mój przyjacielu.
Oto niektóre fałszywe przesłanki. Czy któraś z nich nie decyduje o twojej postawie? Czy stoisz na piasku, czy zaufałeś Jezusowi Chrystusowi, który jest opoką wieków?
Nie daj się nikomu oszukać. Zbawienie dokonuje się wyłącznie przez Chrystusa. Wszystko inne jest daremne. Droga ludzka do niczego nie doprowadzi.
Prawdziwość
Rozprawiwszy się z fałszami, zwróćmy się teraz ku temu, co prawdziwe.
Pewnego pamiętnego popołudnia w Palestynie, cztery tysiące lat temu, można było zobaczyć dwóch strudzonych wędrowców, jak powoli wspinali się po zboczu góry Moria. Byli to ojciec i syn — Abraham i Izaak.
Oto ogień i drwa, a gdzież jest jagnię na całopalenie? — zapytał syn.
Bóg upatrzy sobie jagnię na całopalenie, synu mój — odpowiedział ojciec, natchniony Duchem.
Gdy zbudowano ołtarz, położono na nim Izaaka. Abraham ujął nóż i podniósł rękę, gotów zadać cios swojemu synowi. Wtedy niespodziewanie rozległ się głos z nieba:
Abrahamie, Abrahamie! (…) Nie podnoś ręki na chłopca i nie czyń mu nic złego! (Rdz 22:11-12)
Abraham, obejrzawszy się poza siebie, spostrzegł barana uwikłanego rogami w zaroślach. Poszedł więc, wziął barana i złożył w ofierze całopalnej zamiast swego syna (Rdz 22:13).
Zamiast swego syna.
Kilka setek lat później Bóg przygotował Baranka — swojego umiłowanego Syna — aby umarł zamiast grzesznych i winnych ludzi. Kiedy jednak Syn Boży zawisł na krzyżu, nie rozległ się żaden głos z nieba, ponieważ nie było już nikogo, kto mógłby zająć Jego miejsce. I tak Jezus Chrystus umarł jako Zastępca — za mnie i za ciebie.
Jezus, Boży Syn,
Niosąc ciężar win,
Wziął na siebie krzyż,
By mnie dźwignąć wzwyż.
Oto prawdziwa podstawa zbawienia. Jedyną prawdziwą podstawą jest dzieło Chrystusa. Wszystko inne jest jak ruchomy piasek. Dlatego zbawienie nie jest z uczynków. Chrystus dopełnił dzieła na Golgocie.
Charakter Jego dzieła
Jeśli Golgota uczy nas czegokolwiek, to przede wszystkim uczy zasady zastępstwa. Właśnie to widzimy w ofierze Abrahama, który ostatecznie złożył baranka zamiast Izaaka, swego syna.
Dlatego Duch Święty kazał prorokowi napisać:
Pan zwalił na Niego winy nas wszystkich (Iz 53:6).
Bóg wziął mój grzech i twój grzech, i złożył go na barki swojego Syna, Jezusa Chrystusa, który umarł zamiast nas.
To samo ukazywał wielki Dzień Przebłagania. Najwyższy kapłan przyprowadzał kozła przed zgromadzenie. Kładł ręce na jego głowie i wyznawał grzechy ludu. Następnie wyznaczony człowiek odprowadzał kozła na pustynię. Jak kozioł ofiarny dźwigał na sobie grzechy Izraela, tak Baranek Boży dźwigał nasze winy.
Dlatego napisano o Nim:
Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata (J 1:29).
W tej straszliwej godzinie, gdy ciemność okryła Golgotę, a Pan Jezus Chrystus wydał niezapomniany okrzyk:
Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? (Mt 27:46)
dokonywało się to, co zapowiadały ofiary Starego Testamentu. Haniebna rzecz, której na imię grzech — mój grzech i twój grzech — została włożona na barki Zbawiciela. Była tak straszna, że nawet Bóg odwrócił swoje oblicze, a Jezus musiał dźwigać ją sam.
On widział mój upadły stan,
I znał mój straszny los,
I brzemię kary poniósł Pan,
By mnie ominął cios.
Wystarczalność Jego dzieła
Wykonało się! — taki okrzyk rozległ się na Golgocie, gdy Pan zbliżył się do końca swojego wielkiego dzieła.
Wykonało się! (J 19:30)
Jak chwalebny i triumfalny był to okrzyk! Dzieło odkupienia człowieka zostało całkowicie dokonane. Nic więcej nie pozostało do zrobienia. Zbawienie zostało przygotowane.
Czy Ojcu zostało złożone pełne zadośćuczynienie? Tak. Jezus wypełnił wszystkie wymagania Prawa.
On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą (2 Kor 5:21).
Czy człowiek może uczcić Boga, dodając coś do całkowicie dokonanego dzieła Chrystusa? Nie. Człowiek nie może już nic więcej uczynić, oprócz tego, że przyjmie to, co zostało dokonane, i oprze się na tym.
Nic wielkiego, nic małego
Uczynić nie możesz.
Jezus zbawił nas od złego,
On — Mistrz i Syn Boży.
Motywy Jego dzieła
Co skłoniło Go do złożenia tak wielkiej ofiary? Cóż innego, jeśli nie miłość?
Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami (Rz 5:8).
Czy miłość była skutkiem pojednania, czy pojednanie było skutkiem miłości? To miłość doprowadziła do pojednania. Nieograniczona miłość Boga i Jego współczucie wobec człowieka w upadku sprawiły, że z własnej woli dał Chrystusa, swojego Jednorodzonego Syna, aby umarł za nas.
O, jakaż to cudowna miłość! Któż może ogarnąć jej głębię? Któż pojmie, że wielki Bóg, wszechmogący Bóg, tak umiłował świat, że dał swojego Jednorodzonego Syna?
Bóg miłuje grzesznika, lecz nienawidzi grzechu. Nie znaczy to, że kocha nas tylko wtedy, gdy jesteśmy dobrzy, a nienawidzi nas, gdy jesteśmy źli — jak bywa czasem w przypadku ziemskich rodziców. On miłuje nas stale, lecz nienawidzi grzechu, który oddziela nas od Niego. Tak samo ziemski ojciec kocha dziecko chore na ospę, a jednocześnie nienawidzi choroby, która oddziela je od niego.
Nie prosiłeś Boga, aby cię kochał. On uczynił to z własnej woli. On podjął inicjatywę. Tak, bracie, tak, siostro — pomyśl o tym: Bóg cię kocha.
Nie ma znaczenia, kim jesteś ani co uczyniłeś. Bóg cię kocha. Możesz być najbardziej rozwiązłym grzesznikiem na świecie, najgorszym nędznikiem, jaki kiedykolwiek istniał, a jednak Bóg cię miłuje. Jak mógłbyś wzgardzić taką miłością, która nie ma sobie równej?
Zakres Jego dzieła
Zakres Jego dzieła jest powszechny.
Tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę (J 6:37).
Ktokolwiek — oto słowo, którego Jezus używa, mówiąc o zasięgu swojego dzieła. To wielkie słowo „ktokolwiek” obejmuje także ciebie. Wszędzie, gdzie znajdziesz to słowo w Ewangelii, możesz w jego miejsce wstawić swoje imię. Uczyń tę obietnicę osobistą.
Masz prawo powiedzieć:
Za mnie cierpiał Pan straszliwie,
Za mnie kielich pił goryczy,
Ja przybiłem Go do krzyża,
A On umarł za mnie.
Tak, On umarł za najnikczemniejszych z nikczemnych, jak również za tych, których ludzie uważają za najlepszych. Umarł za najbardziej upadłych grzeszników, jak i za tych, którzy są dobrzy i moralni w oczach świata. Nikt nie upadł zbyt nisko. Nikt nie odszedł zbyt daleko. Pan Jezus jest mocen zbawić najgorszych grzeszników, jakich możemy sobie wyobrazić. A przecież nie jesteś zbyt wielkim grzesznikiem, aby On mógł zbawić i ciebie.
W rzeczywistości tylko grzesznik może rościć sobie do Niego prawo.
Chrystus Jezus przyszedł na świat zbawić grzeszników (1 Tm 1:15).
Jezus sam powiedział:
Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników (Mk 2:17).
Jeśli utrzymujesz, że jesteś wystarczająco dobry, w takim razie nie potrzebujesz Go wcale. Ale jeśli jesteś biedny, winny i zgubiony; jeśli jesteś grzesznikiem, który nie ma w sobie własnej sprawiedliwości — wtedy jesteś jednym z tych, dla których On przyszedł.
Przyjacielu, błagam cię w imieniu mojego Zbawiciela: już teraz zajmij właściwe miejsce przed Bogiem. Uznaj siebie za zgubionego i winnego grzesznika i wołaj do Zbawiciela. Polegaj na Jego dziele dokonanym dla ciebie, a nie na własnych czynach. Przyznaj, że nie masz nic do ofiarowania, że nie masz własnych zasług, i oprzyj się na tym, co On uczynił dla ciebie na krzyżu Golgoty.
Postaw swoje stopy mocno na skale, którą jest Jezus Chrystus, ponieważ to Jego sprawiedliwość i Jego dzieło muszą być podstawą twojego zbawienia.
Pokazałem już naturę tego, co fałszywe, i tego, co prawdziwe.
Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście (Pwt 30:15).
Wybierz. Wybierz Chrystusa.
Uwierz w Pana Jezusa, a zbawisz siebie i swój dom (Dz 16:31).
Czy zechcesz to uczynić? Uczyń to teraz.
Cytaty biblijne za: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum.
