5. Droga zbawienia
Tylko dwie drogi
Na świecie istnieją tylko dwie duchowe kategorie ludzi: winni i niewinni, zbawieni i zgubieni, grzesznicy i święci. Ty również należysz do jednej z tych grup. Albo jesteś chrześcijaninem, albo nim nie jesteś.
Istnieją także tylko dwie drogi. Jedna jest szeroka i prowadzi na zatracenie. Druga jest wąska i prowadzi do życia wiecznego. Nie ma trzeciej drogi. Nie ma duchowego miejsca pośredniego. Człowiek idzie albo drogą życia, albo drogą śmierci.
Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują! (Mt 7:13-14)
Istnieją także tylko dwaj panowie: Bóg i diabeł. Człowiek służy albo jednemu, albo drugiemu.
Nikt nie może dwom panom służyć (Mt 6:24).
Dlatego trzeba postawić pytanie bardzo osobiście: do której grupy należysz? Którą drogą idziesz? Komu służysz?
Nad jedną grupą widnieje napis: winni. Nad drugą: niewinni. Nie chodzi tu o to, czy byłeś w oczach ludzi bardzo dobry, czy bardzo zły. Nie chodzi o to, czy uważasz się za wielkiego, czy małego grzesznika. Przed Bogiem jesteś albo winny, albo niewinny.
Twoje nazwisko może figurować w rejestrach wielu kościołów. Możesz być aktywnym pracownikiem religijnym. Możesz mieć dobrą opinię, kulturę osobistą i wiele zalet. Możesz też być człowiekiem, który popełnił poważne przestępstwa. W obu przypadkach najważniejsze pytanie pozostaje to samo: czy jesteś zbawiony?
Jeśli nie jesteś zbawiony, jesteś winny. Możesz wyglądać lepiej od innych ludzi, ale przed Bogiem nadal należysz do grupy, która idzie szeroką drogą prowadzącą na zatracenie.
Biblia mówi jasno, że nie ma różnicy w tym jednym zasadniczym sensie: wszyscy zgrzeszyli. Ludzie różnią się stopniem zepsucia, zakresem winy, rodzajem grzechów i widzialnymi czynami, ale wszyscy są winni przed Bogiem.
Bo nie ma tu różnicy: wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej (Rz 3:22-23).
Wielki potop
Potop jest jednym z najpoważniejszych obrazów Bożego sądu. Wody zniszczyły całą ludzkość oprócz Noego i tych, którzy byli z nim w arce. Wśród ludzi, którzy zginęli, byli zapewne tacy, których inni uważali za moralnie przyzwoitych, oraz tacy, którzy byli jawnie zepsuci i zdeprawowani. Ale wobec sądu Bożego decydujące było jedno: czy byli w arce, czy poza arką.
Istniały tylko dwie grupy: ci, którzy weszli do arki, i ci, którzy pozostali na zewnątrz. Nie miało znaczenia, czy ich grzechy wydawały się ludziom mniejsze czy większe. Wszyscy zlekceważyli Boże ostrzeżenie. Wszyscy odrzucili jedyną drogę ratunku. Dlatego wszyscy zginęli.
Arka albo zatracenie — taka była jedyna alternatywa.
Możemy sobie wyobrazić płacz i rozpacz ludzi, którzy wspinali się na najwyższe miejsca, gdy wody rosły. Ale ich modlitwy i łzy przyszły za późno. Nie było już ucieczki. Bezpieczeństwo było w arce, a oni je zlekceważyli.
Podobnie człowiek nie zginie ostatecznie tylko dlatego, że popełnił jakiś konkretny grzech, ale dlatego, że zlekceważył jedyną drogę ucieczki, jaką Bóg przygotował w Jezusie Chrystusie.
Jakże my unikniemy kary, jeśli nie będziemy się troszczyć o tak wielkie zbawienie? (Hbr 2:3)
Możesz żyć przyzwoicie w oczach ludzi. Możesz nie mieć na sumieniu zbrodni, które świat uznaje za najgorsze. Ale jeśli lekceważysz zbawienie Boże, nadal jesteś winny. Jeśli nie jesteś w Chrystusie, jesteś poza arką.
Sodoma i Gomora
Kiedy Bóg zniszczył Sodomę i Gomorę, czy wszyscy mieszkańcy tych miast byli jednakowo zepsuci? Czy każdy był zbrodniarzem w takim samym stopniu? Na pewno nie. Byli tam zapewne ludzie bardziej i mniej winni w oczach innych. Byli starsi i młodsi, bardziej jawnie zdeprawowani i tacy, których grzechy mogły wydawać się mniej widoczne.
A jednak wszyscy byli mieszkańcami miasta pod sądem. Wszyscy należeli do społeczności, nad którą ciążył wyrok. Gdy spadł ogień i siarka, wszyscy zostali objęci sądem.
Podobnie jest z człowiekiem bez Chrystusa. Może nie być tak zepsuty jak inni. Może nie popełniać najcięższych grzechów swojego pokolenia. Ale jeśli pozostaje poza Bożym ratunkiem, nadal jest winny.
Nie pytaj więc najpierw, czy jesteś gorszy lub lepszy od innych. Zapytaj, czy jesteś w Chrystusie.
Pierworodni w Egipcie
Podczas nocy paschalnej w Egipcie również ujawniły się dwie grupy ludzi. Nie chodziło o to, czy wszyscy pierworodni Egiptu byli jednakowo źli. Wielu z nich mogło uchodzić za ludzi przykładnych, wykształconych, religijnych lub szanowanych. Mogli być wśród nich mężowie stanu, kapłani, myśliciele i ludzie o dobrej opinii.
Ale Bóg powiedział:
Gdy ujrzę krew, przejdę obok (Wj 12:13).
Decydujące było jedno: czy dom był oznaczony krwią baranka. Dom, którego drzwi były pomazane krwią, został ocalony. Dom, którego drzwi nie były pomazane krwią, został dotknięty sądem.
Nie była to sprawa ludzkiej opinii, stopnia kultury czy społecznego znaczenia. Była to sprawa posłuszeństwa wierze. Albo ktoś znalazł się pod ochroną krwi, albo nie.
Drogi czytelniku, czy jesteś pod ochroną krwi Jezusa Chrystusa?
Bo życie ciała jest we krwi, a Ja dopuściłem ją dla was tylko na ołtarzu, aby dokonywała przebłagania za wasze życie, ponieważ krew jest przebłaganiem za życie (Kpł 17:11).
Bez rozlania krwi nie ma odpuszczenia grzechów (Hbr 9:22).
Jeśli nie jesteś pod ochroną krwi Chrystusa, pozostajesz pod sądem. Jeśli jesteś pod Jego krwią, jesteś bezpieczny. Śmierć albo życie wieczne — te dwie rzeczy są przed tobą.
Wszyscy są winni
W wielkich więzieniach świata można spotkać różne kategorie skazańców. Są tam mordercy, oszuści, złodzieje i ludzie skazani za przestępstwa ciężkie. Mogą być też tacy, których przewinienia wydają się mniej poważne. Ale wszystkich łączy jedno: są skazani. Nad każdym z nich ciąży wyrok.
Tak samo człowiek nie musi popełnić wszystkich możliwych grzechów, aby być winnym przed Bogiem. Nie trzeba zanurzyć się na wiele metrów pod wodę, aby utonąć. Wystarczy znaleźć się pod powierzchnią i nie mieć ratunku. Nie trzeba zburzyć całego ogrodzenia, aby wydostać się poza jego granice. Wystarczy przerwać je w jednym miejscu.
Podobnie jeden grzech wystarczy, aby człowiek został uznany za winnego wobec Bożego Prawa. Jeden grzech oddziela od Boga. Jeden grzech pokazuje, że człowiek złamał Boże przykazanie.
Choćby ktoś przestrzegał całego Prawa, a przestąpiłby jedno tylko przykazanie, ponosi winę za wszystkie (Jk 2:10).
To nie znaczy, że wszystkie grzechy są jednakowo ciężkie w swoich skutkach i przejawach. Znaczy to jednak, że jeden grzech czyni człowieka przestępcą Prawa. Jeśli złamałeś choć jedno przykazanie, jesteś winny przed Bogiem.
Łańcuch o dziesięciu ogniwach
Wyobraź sobie człowieka, który wisi nad przepaścią na łańcuchu złożonym z dziesięciu ogniw. Nagle łańcuch pęka i człowiek spada. Po zbadaniu okazuje się, że pękło tylko jedno ogniwo. Pozostałych dziewięć było nienaruszonych.
Czy to ma znaczenie dla człowieka, który spadł? Nie. Łańcuch był zerwany, ponieważ pękło jedno ogniwo.
Tak samo jest z Bożym Prawem. Możesz powiedzieć: nie złamałem wszystkich przykazań. Ale czy złamałeś choć jedno? Czy masz na sumieniu choć jeden grzech? Jeśli tak, Prawo zostało naruszone, a ty jesteś winny.
Nie pytam teraz, jaki to był grzech. Mógł być widoczny albo ukryty. Wielki w oczach ludzi albo mały. Publiczny albo tajemny. Ale jeśli zgrzeszyłeś choć raz, jesteś winny przed Bogiem.
Jeden grzech wystarczy, aby pokazać, że człowiek potrzebuje Zbawiciela.
Największy grzech
Możesz powiedzieć: nie jestem winny. Nie jestem wielkim grzesznikiem. Ale jeśli odrzucasz Jezusa Chrystusa, jesteś winny największego grzechu, jaki człowiek może popełnić.
Bóg dał swojego Syna. Chrystus przelał swoją krew. Zbawienie zostało przygotowane. Miłosierdzie zostało ofiarowane. A jednak człowiek może wzgardzić Bożym darem, zignorować Chrystusa, podeptać Jego krew i odrzucić jedyną drogę zbawienia.
To jest grzech niewiary. Nie chodzi tu o brak informacji, ale o odrzucenie światła, które Bóg daje. Duch Święty przekonuje świat właśnie o tym grzechu.
A On, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie. O grzechu — bo nie wierzą we Mnie (J 16:8-9).
Niewiara wobec Chrystusa jest także wielką niewdzięcznością. Nie odrzuciłbyś lekko prezentu od bliskiego przyjaciela, aby go nie zranić. A jednak człowiek potrafi odrzucać dar Boga, od którego zależy jego wieczne zbawienie.
Jeśli nie przyjąłeś Chrystusa, pozostajesz winny grzechu niewiary. Możesz być uprzejmy, religijny, moralny i szanowany, ale jeśli odrzucasz Syna Bożego, odrzucasz jedyną nadzieję zbawienia.
Największe pytanie nie brzmi: jak głęboko upadłeś? Największe pytanie brzmi: co uczyniłeś z Jezusem Chrystusem?
Głębia grzechu nie jest największym problemem
Nie chodzi przede wszystkim o to, jak wielkie grzechy popełniłeś. Chodzi o twój stosunek do Jezusa Chrystusa. Czy przyjąłeś Go jako Zbawiciela, czy Go odrzuciłeś? To pytanie zadecyduje o twoim wiecznym przeznaczeniu.
Piłat zadał pytanie:
Cóż więc mam uczynić z Jezusem, którego nazywają Mesjaszem? (Mt 27:22)
To pytanie dotyczy również ciebie. Co uczynisz z Jezusem?
Czy jesteś przekonany o własnej winie? Czy rozumiesz, że jeden grzech oddziela człowieka od Boga? Może powiesz, że to niesprawiedliwe. Ale pamiętaj: niebo jest miejscem przygotowanym dla przygotowanych ludzi. Bóg nie może wpuścić do swojej świętej obecności niczego nieczystego.
Człowiek potrzebuje nowej natury. Potrzebuje narodzić się na nowo. Potrzebuje serca oczyszczonego przez Boga. Bez tego nie będzie się radował Bogiem ani Jego świętością.
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą (Mt 5:8).
Świętość Boga ujawnia grzech człowieka
Człowiek tak mało rozumie świętość Boga, ponieważ tak lekko traktuje grzech. Dopiero gdy zobaczymy choć odblask Bożej świętości, zaczynamy widzieć prawdę o sobie.
Piotr, gdy ujrzał moc i świętość Jezusa, zawołał:
Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny (Łk 5:8).
Izajasz, gdy ujrzał chwałę Pana, powiedział:
Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach (Iz 6:5).
Hiob był człowiekiem, o którym sam Bóg mówił jako o prawym i bogobojnym. A jednak, gdy stanął wobec Boga, wyznał:
Stąd odwołuję, co powiedziałem, kajam się w prochu i popiele (Hi 42:6).
Tak właśnie dzieje się z człowiekiem, który naprawdę staje w świetle Bożej świętości. Jak kurz staje się widoczny w promieniu słońca, tak grzech człowieka ujawnia się w obecności Boga. Rzeczy, których wcześniej nie widzieliśmy albo które lekceważyliśmy, nagle okazują się poważne.
Dlatego potrzebujemy nie tylko poprawy, ale przebaczenia. Nie tylko religijnego wysiłku, ale oczyszczenia. Nie tylko lepszego życia, ale nowego narodzenia.
Błędne wyobrażenia o zbawieniu
Wielu ludzi żyje w fałszywym poczuciu bezpieczeństwa. Myślą, że są zbawieni, choć nie potrafią jasno powiedzieć, na czym opiera się ich nadzieja. Liczni członkowie Kościołów, a nawet osoby bardzo aktywne religijnie, nie znają Bożej drogi zbawienia.
Uważają, że są gotowi na spotkanie z Bogiem, ponieważ są porządni, praktykują religię, należą do Kościoła, pełnią funkcje, pomagają innym albo żyją uczciwie. Gdy jednak zapytać ich, dlaczego Bóg miałby ich przyjąć, okazuje się, że mówią głównie o sobie: o swoim życiu, swoich uczynkach, swojej religijności, swojej poprawie.
To bardzo niebezpieczne. Człowiek może przez całe życie uważać się za chrześcijanina, być aktywny w Kościele, mieć nadzieję na niebo, a jednak oprzeć tę nadzieję na niewłaściwym fundamencie.
Najgorszym złudzeniem jest iść przez życie z religijnym spokojem, a na końcu odkryć, że nigdy nie przyjęło się Chrystusa jako Zbawiciela.
Dlatego trzeba jasno wyjaśnić drogę zbawienia. Nie po to, aby kogoś niepotrzebnie dręczyć, ale aby nikt nie został oszukany. Pytanie: czy jesteś zbawiony? — jest zbyt ważne, by je omijać.
Ludzka idea zbawienia
Człowiekowi naturalnie przychodzi myśl, że musi coś zrobić, aby zostać zbawionym. Religie świata opierają się najczęściej na wysiłku, zasługach, uczynkach, wyrzeczeniach i praktykach, które mają zjednać przychylność Boga albo bóstwa.
W Indiach można spotkać ludzi, którzy nie znając łaski Bożej, próbują zdobyć zbawienie przez umartwienia. Jeden leży na posłaniu pełnym gwoździ. Inny podejmuje trudne śluby. Jeszcze inni odbywają dalekie pielgrzymki, czołgają się, poszczą, cierpią albo obmywają się w świętych rzekach, licząc, że w ten sposób zasłużą na życie wieczne.
Podobna zasada pojawia się w wielu systemach religijnych: uczynki, uczynki i jeszcze raz uczynki. Człowiek próbuje wspiąć się do Boga własnym wysiłkiem. Chce zapłacić, zasłużyć, odkupić siebie, odpokutować i wypracować zbawienie.
Ale Bóg objawił coś zupełnie innego. Życie wieczne jest darem. Jeśli jest darem, nie można go kupić ani na nie zapracować. Można je tylko przyjąć.
Sprawujcie swoje zbawienie
Ktoś może przywołać słowa Biblii:
Zabiegajcie o własne zbawienie z bojaźnią i drżeniem (Flp 2:12).
Trzeba jednak dobrze je rozumieć. Pismo nie mówi: zapracujcie na swoje zbawienie. Nie mówi: wypracujcie pojednanie z Bogiem. Pojednanie zostało dokonane przez Chrystusa. Człowiek nie może sam stworzyć zbawienia. Może jedynie żyć w świetle zbawienia, które Bóg już daje.
Student nie zaczyna pracy akademickiej, zanim zostanie przyjęty na uczelnię. Najpierw zostaje zapisany, a potem pracuje jako student. Podobnie człowiek musi najpierw zostać zbawiony, a dopiero potem może żyć jako zbawiony. Może rozwijać to, co Bóg w nim rozpoczął, ale nie może zapracować na samo zbawienie.
Nie pracujemy po to, aby zdobyć zbawienie. Pracujemy dlatego, że Bóg już działa w tych, którzy należą do Chrystusa.
Zaraz po tym wezwaniu Paweł dodaje:
Albowiem to Bóg jest w was sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z Jego wolą (Flp 2:13).
To Bóg daje nowe życie. To Bóg działa w wierzących. To Bóg sprawia, że człowiek może pragnąć Jego woli i żyć według niej.
Człowiek nie może sam siebie zbawić
Człowiek nie może nic uczynić, aby zbawić samego siebie. W religiach świata często widzimy obraz człowieka, który próbuje ofiarować Bogu własny ból, krew, wysiłek, cierpienie albo zasługę. W chrześcijaństwie jest odwrotnie: to Bóg przychodzi do człowieka, a krew Chrystusa płynie z krzyża ku grzesznikom jako łaska.
W czasie wojen niektórzy fałszywie mówili żołnierzom, że jeśli oddadzą życie za ojczyznę, zasłużą sobie na niebo. Ale żadna ludzka krew przelana na polach bitew nie może zmyć choćby jednego grzechu.
Tylko krew Jezusa Chrystusa, Boga-Człowieka, przelana na Golgocie, może oczyścić z grzechów ludzi wszystkich czasów.
Wiecie bowiem, że z waszego odziedziczonego po przodkach złego postępowania zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako baranka niepokalanego i bez zmazy (1 P 1:18-19).
Człowiek nie może zasłużyć na życie wieczne. Chrystus na krzyżu zawołał:
Wykonało się! (J 19:30)
Co człowiek może dodać do dzieła, które zostało wykonane przez Syna Bożego? Nic.
Jeśli ludzka moralność i prawość wystarczałyby do zbawienia, Chrystus nie musiałby umrzeć. Krzyż byłby niepotrzebny. Ale Chrystus umarł, ponieważ człowiek był bezsilny i potrzebował Zbawiciela.
Jeżeli zaś usprawiedliwienie dokonuje się przez Prawo, to Chrystus umarł na darmo (Ga 2:21).
Moralność nie zbawi nikogo. Religijność nie zbawi nikogo. Zbawia tylko Chrystus.
Faryzeusz i celnik
Jezus opowiedział przypowieść o dwóch ludziach, którzy przyszli się modlić. Jeden był faryzeuszem, drugi celnikiem. Faryzeusz modlił się, wyliczając własne zasługi. Dziękował, że nie jest jak inni ludzie. Mówił o swoim poście, dziesięcinie i moralnej przewadze nad grzesznikami. Jego religia krążyła wokół jednego słowa: ja.
Celnik stał z daleka. Nie śmiał nawet podnieść oczu ku niebu. Bił się w piersi i wołał:
Boże, miej litość dla mnie, grzesznika! (Łk 18:13)
Jezus powiedział, że to celnik, a nie faryzeusz, odszedł usprawiedliwiony.
Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten (Łk 18:14).
Faryzeusz mówił: ja poszczę, ja daję, ja nie jestem jak inni, ja czynię. Podobnie wielu ludzi, pytanych o podstawę swojej nadziei, odpowiada: chodzę do kościoła, składam ofiary, służę, pomagam, zostałem ochrzczony, jestem aktywny. Wciąż brzmi: ja, ja, ja.
Ale w Ewangelii centrum nie jest moje „ja”. Centrum jest Chrystus.
Apostoł Paweł mógł powiedzieć:
Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus (Ga 2:20).
Droga zbawienia zaczyna się wtedy, gdy człowiek przestaje chwalić się sobą, a zaczyna chlubić się tym, co uczynił Chrystus. Musimy przyjąć miejsce grzesznika i oprzeć się nie na własnej prawości, lecz na Jego ofierze.
Żadne uczynki nie są zasługą w dziele zbawienia
Możesz być najaktywniejszym członkiem Kościoła, a mimo to nie być zbawiony. Aktywność religijna nigdy nikogo nie zbawiła. Nie zbawią doktryny znane tylko umysłem, modlitwy, samozaparcie, dziesięciny, łzy, pokuta, służba ani gorliwość. Żaden człowiek — pastor, ksiądz, kaznodzieja czy duchowy przewodnik — nie może zbawić twojej duszy.
I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni (Dz 4:12).
Nie istnieje żaden moralny ani religijny uczynek, przez który człowiek mógłby choć w najmniejszym stopniu zasłużyć na zbawienie. Najbardziej przykładne życie, najbardziej aktywna praca religijna, najbardziej ofiarna służba ludziom nie może przybliżyć człowieka do Boga jako zasługa.
Zbawienie nie jest z uczynków.
Nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił (Ef 2:9).
Jeśli więc polegasz na tym, kim jesteś i co robisz, nadal jesteś zgubiony. Człowiek nie może zbawić sam siebie.
Boży plan zbawienia
Ludzki plan zbawienia zawsze opiera się na zasługach. Boży plan zbawienia opiera się na łasce.
Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę (Ef 2:8).
Łaska i zasługa wzajemnie się wykluczają. Jeśli zbawienie jest z łaski, nie jest z uczynków. Jeśli byłoby z uczynków, nie byłoby łaską. Albo więc zbawienie jest całkowicie darem Boga, albo nagrodą za ludzką zasługę. Biblia mówi wyraźnie: jest darem.
Łaska to niezasłużona przychylność Boga wobec grzesznika. Ewangelia jest dobrą nowiną o łasce Bożej. Jedno z najpiękniejszych zdań o zbawieniu znajduje się w Liście do Rzymian:
Dostępują zaś usprawiedliwienia darmo, z Jego łaski, przez odkupienie, które jest w Chrystusie Jezusie (Rz 3:24).
Każde słowo jest tu ważne.
Usprawiedliwienie oznacza, że Bóg ogłasza wierzącego sprawiedliwym na podstawie dzieła Chrystusa. Darmo oznacza bez zasługi z naszej strony. Z łaski oznacza z niezasłużonej dobroci Boga. Przez odkupienie oznacza, że została zapłacona cena.
Ludzkość przez grzech znalazła się w niewoli. Jezus Chrystus przyszedł, aby zapłacić okup. Wziął na siebie grzech i karę za grzech. Dokonał odkupienia. Wykupił nas nie srebrem ani złotem, ale swoją drogocenną krwią.
To właśnie dlatego Bóg może usprawiedliwić grzesznika. Nie dlatego, że grzesznik zasłużył. Nie dlatego, że Bóg zlekceważył grzech. Ale dlatego, że Chrystus zapłacił pełną cenę.
Zbawienie jest darmowe dla nas, ale nie było tanie. Kosztowało krew Syna Bożego.
Bóg jest sprawiedliwy i usprawiedliwia grzesznika
Prawo można zaspokoić na dwa sposoby: albo przez doskonałe posłuszeństwo, albo przez poniesienie kary za jego złamanie. Człowiek złamał Boże Prawo, a karą za grzech jest śmierć.
Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć (Rz 6:23).
Umrze tylko ta osoba, która zgrzeszyła (Ez 18:4).
Bóg, chcąc zbawić grzesznika, a jednocześnie zachować swoją sprawiedliwość, dał Chrystusa jako ofiarę przebłagalną. Jezus wziął na siebie karę, aby Bóg mógł okazać łaskę człowiekowi bez naruszenia własnej sprawiedliwości.
Jego to ustanowił Bóg narzędziem przebłagania przez wiarę mocą Jego krwi (Rz 3:25).
On sam jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata (1 J 2:2).
Na krzyżu Bóg pokazał jednocześnie swoją sprawiedliwość i miłosierdzie. Grzech został osądzony. Kara została poniesiona. Krew została przelana. Dlatego grzesznik może być usprawiedliwiony przez wiarę w Chrystusa.
Krzyż nie oznacza, że Bóg przymknął oko na grzech. Krzyż oznacza, że grzech został osądzony w Chrystusie, aby grzesznik mógł otrzymać łaskę.
Błędne poglądy na pokutę
Jak trudno człowiekowi po prostu zaufać temu, co Bóg powiedział. Ludzie wciąż chcą coś zrobić, aby zasłużyć na Bożą przychylność. Dotyczy to także powszechnych wyobrażeń o pokucie.
Wielu uważa, że zanim Bóg przebaczy, człowiek musi przejść przez długi okres skruchy, żalu, wyrzutów sumienia, praktyk pokutnych, wyznawania grzechów, modlitw i błagań o miłosierdzie. Myślą, że jeśli będą pokutować wystarczająco długo i intensywnie, Bóg w końcu zechce im przebaczyć.
Oczywiście człowiek może i powinien być przekonany o swoim grzechu. Powinien żałować grzechu i odwrócić się od niego. Ale samo przekonanie o grzechu nie jest jeszcze zbawieniem. Łzy nie są podstawą przebaczenia. Długość żalu nie jest ceną odpuszczenia win.
Podstawą zbawienia nie jest głębokość naszych uczuć, lecz krew Chrystusa. Nie zbawia nas to, jak mocno płaczemy, ale to, że Jezus umarł za grzechy.
Nie łzy pokuty dają pojednanie z Bogiem, lecz krew Baranka.
Możesz modlić się, płakać, wyznawać winy, prosić o przebaczenie i błagać o miłosierdzie. Ale w pewnym momencie musisz odwrócić wzrok od swoich uczuć, łez, modlitw i przeżyć, a spojrzeć na Chrystusa. Musisz przestać opierać nadzieję na sile swojej skruchy i oprzeć ją na Jego krwi oraz dokonanym dziele krzyża.
Bóg nie jest niechętny zbawieniu
Błędne rozumienie pokuty może przedstawiać Boga w fałszywym świetle — tak, jakby był niechętny zbawieniu i trzeba było Go długo przekonywać.
Wyobraź sobie ludzi rozdających traktaty na ulicy. Podają je przechodniom i zachęcają, aby każdy wziął. W tym samym czasie ktoś podchodzi na kolanach i zaczyna błagać o jeden egzemplarz, jakby rozdający nie chcieli mu go dać. Ludzie mogliby pomyśleć: jak oni są okrutni, skoro ten człowiek musi ich błagać, a oni odwracają się plecami.
Ale przecież rozdający chcą przekazać traktaty każdemu. Wystarczy wyciągnąć rękę i przyjąć.
Tak samo Bóg nie odwraca się od grzesznika, który przychodzi do Chrystusa. Nie trzeba Go przekonywać, aby był miłosierny. Nie trzeba Go zmuszać modlitwami, łzami i praktykami, aby w końcu zgodził się zbawić. To On pierwszy dał swojego Syna. To On zaprasza. To On woła. To On ofiaruje życie.
Bóg nie mówi: błagaj wystarczająco długo, a może cię przyjmę. On mówi: przyjdź, weź, zaufaj, przyjmij dar zbawienia.
A kiedy człowiek modli się i prosi, zamiast przyjąć i dziękować, przedstawia Boga w fałszywym świetle — tak, jakby Bóg nie pragnął zbawić i musiał dopiero zostać ubłagany. Tymczasem to człowiek, niewdzięczny człowiek, stawia opór.
Bóg daje dar życia wiecznego i zaprasza ludzi, aby go przyjęli. Czy prosimy o prezenty świąteczne tak, jakby nie były przeznaczone dla nas? Oczywiście, że nie. Obawialibyśmy się przecież urazić ofiarodawcę, prosząc o coś, co już zostało dla nas przygotowane. Po prostu przyjmujemy dar i mówimy: dziękuję. Zmieńmy więc nasze nastawienie wobec Boga: przyjmijmy Jego dar i złóżmy Mu dziękczynienie.
Przyjmuję życie z rąk Jezusa,
I to jest wszystko, co mam uczynić.
Duch Święty stwarza mnie na nowo,
I tak staję się dzieckiem Bożym.
Tak, to jest proste. Masz przyjąć dar Boży przez wiarę, a Duch Święty dokona reszty. Zbawcza śmierć Jezusa Chrystusa jest podstawą i fundamentem zbawienia, a wiara jest ogniwem łączącym grzesznika z Chrystusem. Wiara zaś opiera się na Bożej obietnicy.
Uwierz w Pana Jezusa, a zbawisz siebie i swój dom (Dz 16:31).
Zgrzeszyłeś. Jesteś winny i pod tym względem nie ma żadnej różnicy między tobą a resztą grzeszników. Ale Bóg przygotował dla ciebie ratunek. Dlatego z niewypowiedzianą radością zwiastuję ci dzisiaj, że Chrystus umarł za nasze grzechy.
Chrystus umarł — zgodnie z Pismem — za nasze grzechy (1 Kor 15:3).
O, jak chwalebne jest to zwiastowanie! Jak wspaniała to wieść! Czy nie zechcesz jej przyjąć? Czy nie potrzebujesz ratunku? Przyjdź więc, zajmij swoje miejsce jako zgubiony grzesznik, uwierz Jego Słowu, uznaj swoją winę i zdaj się na miłosierdzie Boga. Czy zechcesz to uczynić? Uczyń to. Uczyń to teraz.
