9. Nadzieja w lęku, cierpieniu i śmierci
Każdy człowiek zna lęk. Jedni boją się choroby, inni samotności, jeszcze inni przyszłości, utraty pracy, starości, wojny, śmierci albo tego, że nie poradzą sobie z odpowiedzialnością, którą niesie życie. Czasem człowiek z zewnątrz wygląda na silnego, spokojnego i pewnego siebie, a w środku nosi ciężar, którego nikt nie widzi.
Wielu ludzi tęskni za takim poczuciem bezpieczeństwa, jakie miało dziecko, które wie, że ktoś większy nad nim czuwa. Dziecko nie rozumie wszystkich problemów dorosłych. Nie wie, ile kosztuje utrzymanie domu, nie zna wszystkich zagrożeń świata, nie potrafi rozwiązać każdej trudności. Ale kiedy trzyma ojca za rękę, czuje się bezpiecznie.
Właśnie do takiego zaufania prowadzi nas Słowo Boże. Nie do naiwności. Nie do udawania, że nie ma cierpienia, choroby, śmierci i sądu. Biblia nie obiecuje życia bez burz, ale pokazuje Boga, który jest większy niż każda burza. Chrześcijańska nadzieja nie polega na tym, że nic trudnego nas nie spotka, ale na tym, że w każdej trudności należymy do Boga.
Bóg jest naszą ucieczką w lęku
Psalm 91 pokazuje człowieka, który znalazł swoje bezpieczeństwo w Bogu. Nie mówi on o Bogu jedynie jako o odległej sile czy religijnej idei. Mówi o Nim osobiście: Bóg jest jego schronieniem, twierdzą i ucieczką.
Ten, kto mieszka pod osłoną Najwyższego, będzie przebywał w cieniu Wszechmocnego. Powiem o Panu: Moja ucieczka i moja twierdza, mój Bóg, któremu ufam (Ps 91:1-2).
To są bardzo mocne obrazy. Ucieczka to miejsce, do którego biegnie człowiek zagrożony. Twierdza to miejsce obrony, które nie rozsypuje się pod pierwszym uderzeniem. Cień Wszechmocnego to obraz bliskości i ochrony. Psalmista mówi więc: kiedy przychodzi lęk, nie jestem sam. Mam dokąd uciec. Mam Kogoś, komu mogę zaufać.
Nie znaczy to jednak, że wierzący człowiek przestaje być rozsądny. Boża opieka nie zwalnia nas z odpowiedzialności. Jeśli ktoś ufa Bogu, nie oznacza to, że może lekceważyć chorobę, niebezpieczeństwo, obowiązki czy mądre decyzje. Ufność w Boga nie jest lekkomyślnością. Wiara nie polega na wystawianiu Boga na próbę, lecz na odpoczywaniu w Jego rękach.
Można to porównać do jazdy samochodem w czasie burzy. Rozsądny kierowca zwalnia, włącza światła, trzyma kierownicę obiema rękami i uważa na drogę. Ale jednocześnie modli się i powierza siebie Bogu. Chrześcijanin nie wybiera między odpowiedzialnością a zaufaniem. On robi to, co powinien, a swoją ostateczną ufność składa w Panu.
Boża opieka nie oznacza życia bez trudności
Psalm 91 bywa czasem rozumiany tak, jakby obiecywał wierzącym całkowite uwolnienie od wszystkich problemów. Ale Biblia jako całość pokazuje coś głębszego. Bóg rzeczywiście chroni swój lud, ale nie zawsze chroni go przed samym doświadczeniem cierpienia. Czasem chroni go w cierpieniu, przeprowadza przez cierpienie i sprawia, że cierpienie nie może ostatecznie zniszczyć tego, co najważniejsze.
Sam Psalm mówi o człowieku, który woła do Boga w utrapieniu. To znaczy, że utrapienie może przyjść. Ale Bóg obiecuje swoją obecność.
Będzie mnie wzywał, a ja go wysłucham; będę z nim w utrapieniu, wyrwę go i uwielbię (Ps 91:15).
To bardzo ważne. Bóg nie mówi: nigdy nie będziesz miał utrapienia. Mówi: będę z tobą w utrapieniu. A to zmienia wszystko.
Człowiek bez Boga, gdy zostaje sam z lękiem, często widzi tylko zagrożenie. Wierzący widzi coś więcej: nad każdym doświadczeniem stoi suwerenny, dobry i wierny Bóg. Nawet jeśli nie rozumiemy wszystkich Jego dróg, wiemy, że On nie traci kontroli.
Apostoł Paweł napisał:
Któż nas odłączy od miłości Chrystusa? Utrapienie? Ucisk? Prześladowanie? Głód? Nagość? Niebezpieczeństwo? Miecz? (Rz 8:35).
A potem odpowiada, że nic nie może odłączyć wierzących od miłości Boga w Chrystusie Jezusie. To nie jest płytki optymizm. To fundament wiary. Największym bezpieczeństwem chrześcijanina nie jest brak problemów, ale pewność, że należy do Chrystusa teraz i na wieki.
Nadzieja silniejsza niż śmierć
Jednym z największych lęków człowieka jest śmierć. Można przez długi czas o niej nie myśleć, zajmować się codziennością, pracą, rodziną, planami, zakupami, rozrywką. Ale śmierć prędzej czy później staje przed każdym człowiekiem. Dotyka nas osobiście, gdy odchodzą bliscy, a także przypomina, że nasze własne życie na ziemi jest krótkie.
Biblia nie uczy nas, żebyśmy udawali, że śmierć nie boli. Chrześcijanin ma prawo płakać. Ma prawo przeżywać żałobę. Ma prawo tęsknić. Sam Pan Jezus zapłakał przy grobie Łazarza. Ale żal wierzącego człowieka nie jest żalem bez nadziei.
Nie chcę też, bracia, abyście byli w niewiedzy co do tych, którzy zasnęli, abyście się nie smucili jak inni, którzy nie mają nadziei (1 Tes 4:13).
Paweł nie pisze: nie smućcie się wcale. Pisze: nie smućcie się tak, jak ci, którzy nie mają nadziei. To wielka różnica. Chrześcijanin może mieć łzy w oczach, a jednocześnie nadzieję w sercu.
Podstawą tej nadziei nie są nasze uczucia, wspomnienia ani religijne życzenia. Podstawą jest śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa.
Jeśli bowiem wierzymy, że Jezus umarł i zmartwychwstał, to też tych, którzy zasnęli w Jezusie, Bóg przyprowadzi wraz z nim (1 Tes 4:14).
Chrystus naprawdę umarł i naprawdę zmartwychwstał. To znaczy, że śmierć nie ma ostatniego słowa. Dla człowieka, który jest w Chrystusie, śmierć nie jest końcem istnienia ani przegraną. Jest snem ciała i oczekiwaniem na zmartwychwstanie. Dlatego Paweł może mówić o zmarłych wierzących jako o tych, którzy zasnęli.
Chrystus powróci, a wierzący będą z Nim na zawsze
Nadzieja chrześcijańska nie kończy się na ogólnym przekonaniu, że po śmierci jakoś będzie dobrze. Biblia daje nam konkretną obietnicę: Pan Jezus powróci. Zmarli w Chrystusie powstaną, a wierzący będą z Panem na zawsze.
Sam bowiem Pan zstąpi z nieba z okrzykiem, z głosem archanioła i z trąbą Boga, a umarli w Chrystusie powstaną pierwsi. Potem my, którzy pozostaniemy żywi, razem z nimi będziemy porwani w obłokach, w powietrze, na spotkanie Pana, i tak zawsze będziemy z Panem (1 Tes 4:16-17).
To jest jedna z najpiękniejszych obietnic Nowego Testamentu: zawsze będziemy z Panem. Nie tylko przez chwilę. Nie tylko symbolicznie. Nie tylko w pamięci innych ludzi. Z Panem — naprawdę, osobiście, na zawsze.
Dla wierzącego człowieka przyszłość nie jest ciemną dziurą. Jest spotkaniem z Chrystusem. Jest zmartwychwstaniem. Jest wiecznym życiem. Jest końcem grzechu, bólu, rozłąki i śmierci.
Ta nadzieja nie służy zaspokajaniu ciekawości. Paweł nie podaje jej po to, aby ludzie tworzyli sensacyjne wykresy, daty i spekulacje. Pisze bardzo praktycznie:
Dlatego pocieszajcie się wzajemnie tymi słowami (1 Tes 4:18).
Prawda o powrocie Chrystusa ma pocieszać wierzących, wzmacniać ich w cierpieniu i uczyć czujnego życia.
Nadzieja nie usuwa powagi sądu
Biblia mówi nie tylko o pocieszeniu dla wierzących, ale także o sądzie dla tych, którzy odrzucają Boga. To jest trudna, ale konieczna prawda. Gdyby nie było sądu, świat byłby miejscem ostatecznej niesprawiedliwości. Zło nigdy nie zostałoby rozliczone, a krzywda nigdy nie zostałaby osądzona. Ale Bóg jest święty i sprawiedliwy.
Paweł pisze, że dzień Pański przyjdzie niespodziewanie.
Dzień Pana przyjdzie jak złodziej w nocy (1 Tes 5:2).
To znaczy, że człowiek nie powinien odkładać pojednania z Bogiem. Nie wiemy, ile mamy czasu. Nie znamy dnia powrotu Chrystusa ani dnia własnej śmierci. Dlatego Biblia wzywa nas nie do strachu paraliżującego, ale do upamiętania, wiary i gotowości.
Dla tych, którzy należą do Chrystusa, przyszłość nie jest gniewem, lecz zbawieniem.
Gdyż Bóg nie przeznaczył nas na gniew, lecz na osiągnięcie zbawienia przez naszego Pana Jezusa Chrystusa (1 Tes 5:9).
To jest Ewangelia. Nie jesteśmy zbawieni dlatego, że byliśmy wystarczająco dobrzy, religijni albo silni. Jesteśmy zbawieni dlatego, że Chrystus umarł za grzeszników i zmartwychwstał. Kto pokłada ufność w Nim, ten nie musi bać się potępienia.
Cierpienie może stać się miejscem Bożej pociechy
Trzecim wielkim tematem jest cierpienie. Nie tylko lęk przed tym, co może się stać. Nie tylko śmierć, która kiedyś przyjdzie. Ale także trudny czas, który dzieje się teraz: choroba, odrzucenie, niesprawiedliwość, samotność, problemy rodzinne, kłopoty finansowe, rozczarowanie ludźmi, zmęczenie życiem.
Apostoł Paweł nie pisał o cierpieniu z wygodnego fotela. Znał więzienie, prześladowania, biczowanie, głód, zimno, wyczerpanie, niebezpieczeństwo i presję. Był człowiekiem, który naprawdę wiedział, czym jest doświadczenie ponad siły.
W 2 Liście do Koryntian nie zaczyna jednak od narzekania, lecz od uwielbienia Boga.
Błogosławiony niech będzie Bóg i Ojciec naszego Pana Jezusa Chrystusa, Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy (2 Kor 1:3).
To niezwykłe. Paweł nie chwali cierpienia. Cierpienie samo w sobie nie jest dobre. Jest skutkiem upadku, grzechu i zepsucia świata. Ale Paweł chwali Boga, który w cierpieniu okazuje się Bogiem wszelkiej pociechy.
Słowo pociecha w tym fragmencie oznacza coś więcej niż miłe słowa. To Boże podniesienie, umocnienie, zachęta i obecność. To tak, jak gdy ktoś nie tylko mówi: będzie dobrze, ale siada obok, bierze ciężar na ramię i pomaga przejść kolejny krok.
Bóg pociesza nas, abyśmy pocieszali innych
Paweł pisze:
On nas pociesza w każdym naszym utrapieniu, abyśmy mogli pocieszać tych, którzy są w jakimkolwiek utrapieniu, tą pociechą, którą sami jesteśmy pocieszani przez Boga (2 Kor 1:4).
To znaczy, że Bóg nie marnuje naszych łez. Oczywiście nie zawsze od razu rozumiemy, dlaczego przechodzimy przez trudne doświadczenia. Nie powinniśmy też łatwo tłumaczyć komuś jego cierpienia. Czasem najlepszą pomocą nie jest długa odpowiedź, ale obecność, modlitwa i ciche współczucie.
Jednak po czasie często okazuje się, że człowiek, który sam przeszedł przez cierpienie, potrafi lepiej zrozumieć innych. Kto sam zna samotność, inaczej patrzy na samotnych. Kto sam przeżył żałobę, ostrożniej mówi do płaczących. Kto sam doświadczył słabości, ma mniej pychy wobec słabych.
Można to porównać do człowieka, który przeszedł trudną górską drogę we mgle. Gdy później widzi kogoś na początku tej samej trasy, nie mówi lekceważąco: przesadzasz, to nic takiego. Raczej mówi: znam tę drogę, wiem, gdzie jest ślisko, wiem, gdzie łatwo się zgubić, pójdę kawałek z tobą.
Bóg często czyni z naszych ran miejsce, przez które później płynie pociecha dla innych.
Trudności uczą nas ufać nie sobie, lecz Bogu
Paweł opisuje doświadczenie tak ciężkie, że po ludzku stracił nadzieję na przeżycie.
Byliśmy ponad miarę i ponad siły obciążeni, tak że zwątpiliśmy nawet o życiu (2 Kor 1:8).
To zdanie jest bardzo szczere. Wielki apostoł nie udaje bohatera bez słabości. Nie mówi: zawsze byłem spokojny, zawsze miałem wszystko pod kontrolą, nigdy się nie załamałem. Mówi wprost: było ponad siły.
Ale zaraz potem pokazuje, czego Bóg go przez to uczył:
Lecz sami w sobie mieliśmy wyrok śmierci, abyśmy nie ufali sami sobie, ale Bogu, który wskrzesza umarłych (2 Kor 1:9).
To jedna z najważniejszych lekcji cierpienia. W dobrych chwilach łatwo człowiek zaczyna polegać na sobie: na swojej sile, zdrowiu, planach, pieniądzach, znajomościach, zaradności, doświadczeniu. Dopiero gdy dochodzimy do ściany, widzimy, jak bardzo jesteśmy zależni od Boga.
To nie jest przyjemna lekcja, ale jest potrzebna. Bóg czasem dopuszcza, żeby zawiodły nasze podpory, abyśmy odkryli, że On sam jest niezawodny.
Bóg wybawiał, wybawia i będzie wybawiał
Paweł patrzy na Boże działanie w trzech kierunkach: w przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.
On wyrwał nas z tak wielkiej śmierci i wyrywa; w nim mamy nadzieję, że jeszcze nas wyrwie (2 Kor 1:10).
To jest bardzo praktyczne. Kiedy przychodzi trudny czas, warto przypomnieć sobie, z czego Bóg już nas przeprowadził. Ile razy byliśmy pewni, że nie damy rady, a jednak Pan nas podtrzymał? Ile razy sytuacja wydawała się zamknięta, a Bóg otworzył drogę? Ile razy byliśmy słabi, a On dał siłę na kolejny dzień?
Pamięć o Bożej wierności z przeszłości pomaga zaufać Mu w teraźniejszości i powierzyć Mu przyszłość.
Nie zawsze wybawienie wygląda tak, jak sobie wyobrażamy. Czasem Bóg zmienia okoliczności. Czasem zmienia nas w okolicznościach. Czasem daje natychmiastową odpowiedź. Czasem każe czekać. Ale wierzący może powiedzieć: Pan był wierny, Pan jest wierny i Pan będzie wierny.
Modlitwa ma znaczenie
Paweł nie traktował modlitwy jako religijnego dodatku. Wiedział, że modlitwa wierzących naprawdę ma znaczenie.
Wy także pomagacie nam przez modlitwę za nas, aby za dar nam dany wielu składało dziękczynienie za nas (2 Kor 1:11).
To pokazuje coś bardzo ważnego o wspólnocie chrześcijańskiej. Nie jesteśmy powołani do samotnego dźwigania ciężarów. Kiedy brat lub siostra przechodzi trudny czas, możemy pomagać konkretnie, rozmawiać, odwiedzać, wspierać, ale przede wszystkim możemy się modlić.
Czasem ktoś mówi: nic nie mogę zrobić, mogę się tylko modlić. Ale to nie jest mało. Jeśli modlimy się do żywego Boga, który jest Ojcem miłosierdzia i Bogiem wszelkiej pociechy, to modlitwa nie jest bezsilnością. Jest wołaniem do Tego, który może działać głębiej, mądrzej i skuteczniej niż my.
Jak żyć nadzieją na co dzień?
Te trzy fragmenty Biblii prowadzą nas do bardzo praktycznego życia.
Po pierwsze, możemy oddawać Bogu nasze lęki. Nie musimy udawać, że ich nie ma. Możemy nazwać je przed Bogiem po imieniu: Panie, boję się tej rozmowy. Boję się choroby. Boję się samotności. Boję się przyszłości. Boję się śmierci. A potem możemy powiedzieć: Ty jesteś moją ucieczką i twierdzą.
Po drugie, możemy patrzeć na śmierć w świetle zmartwychwstania Chrystusa. Śmierć nadal boli, ale nie jest już panem. Panem jest Jezus. To On umarł i zmartwychwstał. To On powróci. To On wskrzesi tych, którzy należą do Niego.
Po trzecie, możemy przechodzić cierpienie nie jako ludzie porzuceni, ale jako dzieci Boga. Nie zawsze zrozumiemy wszystko od razu. Nie zawsze będziemy silni. Ale możemy wiedzieć, że Bóg jest blisko, pociesza, uczy ufności i czyni nas narzędziami pociechy dla innych.
Po czwarte, możemy pocieszać innych tą nadzieją, którą sami otrzymaliśmy. Chrześcijanin nie jest tylko człowiekiem, który ma nadzieję dla siebie. Jest człowiekiem, który niesie nadzieję dalej.
Nasza nadzieja nie jest w tym, że życie będzie łatwe. Nasza nadzieja jest w tym, że Chrystus jest żywy, wierny i zwycięski.
Podsumowanie
Lęk, cierpienie i śmierć są realną częścią życia w upadłym świecie. Biblia nie każe nam tego udawać ani przykrywać pustymi hasłami. Pokazuje jednak Boga, który jest naszą ucieczką, Ojcem miłosierdzia i Bogiem wszelkiej pociechy.
Psalm 91 przypomina, że możemy chronić się w Bogu i ufać Jego opiece. 1 List do Tesaloniczan pokazuje, że śmierć nie ma ostatniego słowa, ponieważ Jezus umarł, zmartwychwstał i powróci. 2 List do Koryntian uczy, że Bóg pociesza nas w utrapieniu, abyśmy później mogli pocieszać innych.
Dlatego chrześcijanin może żyć bez rozpaczy. Może płakać, ale nie bez nadziei. Może cierpieć, ale nie bez Boga. Może stanąć wobec śmierci, ale nie bez obietnicy zmartwychwstania. W Chrystusie jesteśmy bezpieczni nie tylko na dziś, ale na wieczność.
Do osobistego przeczytania w Biblii
Psalm 91
Rzymian 8:28-39
1 Tesaloniczan 4:13-18
1 Tesaloniczan 5:1-11
2 Koryntian 1:3-11
2 Koryntian 4:16-18
Objawienie 21:1-5
Krótka modlitwa
Panie Boże, Ty jesteś moją ucieczką i moją twierdzą. Przychodzę do Ciebie z moim lękiem, słabością i wszystkimi sprawami, których nie umiem unieść sam. Dziękuję Ci za Jezusa Chrystusa, który umarł i zmartwychwstał, aby dać mi życie wieczne. Proszę, pociesz mnie w utrapieniu, naucz mnie ufać Tobie i spraw, abym potrafił nieść Twoją pociechę innym. Pomóż mi żyć w nadziei, czujności i wierze aż do dnia, gdy będę z Tobą na zawsze. Amen.
