|

8. Najwznioślejsze kazanie wszystkich czasów

Minęło żniwo, skończyło się lato

Przed laty, gdy miałem kilkanaście lat, wkrótce po moim nawróceniu, uczęszczałem na godziny biblijne w zborze prezbiteriańskim Chalmersa w Toronto. Podczas jednego ze spotkań usłyszałem rozmowę grupy mężczyzn o nowym pastorze, który właśnie objął zbór św. Marka przy ulicy Królewskiej. Mówili o licznych tłumach, jakie gromadził ten kaznodzieja, oraz o jego działalności ewangelizacyjnej. Jak się dowiedziałem, pastorem tym był wielebny J. D. Morrow, sportowiec, który zdobył wiele odznaczeń jako biegacz.

Słowa te natychmiast przykuły moją uwagę. Coś odezwało się w moim młodym sercu i powiedziałem sobie, że nie mogę tracić czasu, lecz jak najprędzej muszę sam usłyszeć kazanie tego pastora.

W niedzielę wieczorem znalazłem się w zborze św. Marka. Wnętrze kościoła szybko się zapełniało. Panowało wielkie poruszenie, wyczuwalne w całej atmosferze. Wkrótce zbór był wypełniony po brzegi.

Pojawił się pastor Morrow. Wtedy zobaczyłem, że miał długie włosy opadające na ramiona. Na jego twarzy był uśmiech. Patrząc na niego, zdawałem sobie sprawę, że widzę człowieka, który może dokonać wielkich rzeczy dla chwały Bożej.

Śpiew brzmiał żywo i donośnie. Śpiewano stare hymny ewangelizacyjne. Pastor Morrow nadawał tempo i prowadził ten śpiew. Nabożeństwo było jasne, żywe i bardzo pociągające. Moje serce było poruszone.

Największą uwagę skupiłem jednak na kazaniu. Pastor Morrow wybrał jako tekst słowa z Księgi Jeremiasza 8:20:

Minęło żniwo, skończyło się lato, a my nie jesteśmy wybawieni (Jr 8:20).

Po tych słowach błagalnym głosem wezwał zebranych, aby zdecydowali się pójść za Jezusem. Nigdy nie zapomnę tego wezwania. Chociaż od tamtej chwili minęło wiele, wiele lat, wciąż mam je w pamięci. Moje serce było pełne bólu, a oczy miałem utkwione w przemawiającym. Głos pastora Morrowa był czuły i zapraszający. Zgromadzeni siedzieli pogrążeni w ciszy i z uwagą łowili każde słowo.

Kaznodzieja kilkakrotnie powtarzał swój tekst:

Minęło żniwo, skończyło się lato, a my nie jesteśmy wybawieni.

Słowa te tworzyły atmosferę, której nigdy nie zapomnę. Słuchałem tego męża, wyjątkowego w swojej powadze — człowieka, który czuł każde słowo, jakie wypowiadał. Mówił jak śmiertelnik do śmiertelników, wylewając przed nimi swoją duszę: prosząc, nalegając i błagając.

Pastor Morrow zapewne nie wiedział, że tego wieczoru słucha go jego przyszły następca — osiemnastoletni wtedy młodzieniec. Każde słowo pastora poruszało mnie do głębi jak nigdy wcześniej. Oto poznałem człowieka, za którym mogłem pójść, który mógł mnie prowadzić tam, dokąd pragnąłem dojść, i którego świadectwo było dla mnie natchnieniem.

Wiele lat minęło od tego cudownego wieczoru, a jednak wciąż słyszę błagalny głos kaznodziei, który już dawno otrzymał swoją nagrodę. Słyszę słowa:

Minęło żniwo, skończyło się lato, a my nie jesteśmy wybawieni.

To było najpotężniejsze kazanie, jakie kiedykolwiek słyszałem.

Jest pewien hymn, który słyszałem, gdy byłem całkiem młody. Śpiewano go w czasach Moody’ego na zebraniach ewangelizacyjnych i znajduje się on także w wielu współczesnych śpiewnikach. Zakończenie tego hymnu brzmi:

Gdy żniwo przeminie,
Gdy skończy się lato,
Już Jezus nie wezwie nikogo.

Ta pieśń ewangeliczna wciąż brzmi w mojej pamięci, chociaż minęło ćwierć wieku, odkąd słyszałem ją śpiewaną przez zbór. Ten hymn doprowadził wiele dusz do Chrystusa. Jest hymnem przestrogi i napomnienia. Mówi o żniwach i ostrzega, że przyjdzie dzień, gdy żniwo się skończy, a lato dobiegnie kresu. Przypomina o zbliżającej się wieczności i ostrzega przed odwlekaniem decyzji.

A oto cztery sprawy, które pragnę wyłożyć w związku ze żniwem. Każda z nich ma wielkie znaczenie. Pozwólcie, że będę teraz o nich mówił.

Nie zawsze jest czas żniwa

Jako chłopiec przebywałem w miejscowości Embro. Widywałem wtedy pociągi pełne żniwiarzy udających się do zachodnich prowincji Kanady. Działo się to każdego roku, dokładnie o tej samej porze, i zawsze robiło na mnie wielkie wrażenie. Wszystko trwało kilka tygodni, ale budziło ogromne poruszenie.

Specjalne pociągi żniwne zatrzymywały się dzień po dniu na naszej stacji, a setki żniwiarzy wsiadały do nich. Mówiono, że jadą do Manitoby, Saskatchewan i Alberty, aby pracować przy zbiorach zboża, które właśnie dojrzewało do żniw. Mówiono też, że gdyby pracownicy ci nie pojechali natychmiast, zbiory byłyby stracone.

Dlaczego był taki pośpiech? Dlaczego ludzie ci nie mogli pojechać w innym czasie? Dlaczego żniwa przypadały zawsze na jeden i ten sam okres roku? Gdyby nie pospieszyli na zachód i spóźnili się na żniwa, zbiory byłyby stracone na zawsze. Dlatego nie było czasu do stracenia. Trzeba było trzymać się zasady: teraz albo nigdy.

Przyjaciele, to samo dotyczy wielkich żniw duchowych. Trzeba także zbierać plon życia duchowego. Nadchodzi taka pora, kiedy Duch Boży działa w jakiejś społeczności, kiedy głosi się Ewangelię, kiedy dusze dostępują zbawienia i kiedy Duch Święty uświadamia ludziom, że potrzebują Chrystusa. Są czasy szczególnego nawiedzenia, kiedy ludzie podejmują decyzje. Stracić taką sposobność oznacza narazić się na zgubę — i to zgubę wieczną.

Przez wszystkie stulecia historii Bóg dawał takie okresy. Był szczególny czas nawiedzenia za dni Noego. Pamiętacie, że Noe ostrzegał ludzi przez sto dwadzieścia lat i mówił, że nadejdzie potop. Napominał ich, aby uciekali przed gniewem Bożym. Oni jednak zlekceważyli jego przestrogi. Nie zważali na jego napomnienia. Nigdy zresztą nie widzieli deszczu, więc nie mogli sobie wyobrazić tego rodzaju sądu. Śmiali się więc i drwili.

Noe jednak nie ustawał w głoszeniu ostrzeżeń i budowaniu arki, podczas gdy rzesze ludzi — nie wyłączając cieśli pracujących na jego polecenie — lekceważyły przestrogi i wyśmiewały jego słowa.

Ludzie żyli w grzechu. Grzechy sprawiły, że odwrócili się od Boga. Niemoralność, zepsucie, przemoc i brutalność były cechą charakterystyczną ich cywilizacji, a takie rzeczy nigdy nie podobały się Bogu. Mimo straszliwego zepsucia i gwałtów Bóg dał im sposobność, aby pokutowali.

Nagle nadszedł zapowiedziany dzień sądu. Zaczął padać deszcz, a wody podnosiły się coraz wyżej. Wreszcie zatopione zostały wierzchołki gór. Noe i jego rodzina byli bezpieczni w arce. Drzwi arki były zamknięte. Wszyscy, którzy pozostali na zewnątrz, zostali pochłonięci przez fale potopu.

Był też inny dzień nawiedzenia. Było to w czasach istnienia królestwa Judy i królestwa Izraela. Bóg wciąż posyłał swoich proroków. Ludzie byli ostrzegani i mieli sposobność, aby się opamiętać. Sąd nie przyszedł nagle. Przez kilka pokoleń Bóg posyłał swoje sługi, aby ostrzegali ludzi, że nadejdzie czas niewoli. Oni jednak nie zważali na to. Trwali w grzechu i buncie wobec Boga, ignorowali proroków Bożych i ich ostrzeżenia.

W końcu przyszedł sąd. Samaria, stolica królestwa Izraela, została podbita. Później upadła Jerozolima, a lud został uprowadzony w niewolę. Głód szerzył się w miastach, kobiety zjadały własne dzieci, krew płynęła strumieniami. Sąd był naprawdę straszliwy. Czas żniw minął.

Był także inny dzień nawiedzenia — wtedy, gdy Jezus przyszedł na ziemię. On również ostrzegał przed nadchodzącym sądem, ale ludzie byli głusi na Jego słowa.

Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani. Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swe pisklęta zbiera pod skrzydła, a nie chcieliście. Oto wasz dom zostanie wam pusty (Mt 23:37-38).

W roku 70 po narodzeniu Chrystusa nadszedł czas sądu — i jakże straszny był to sąd! Jakie cierpienie, jaki ucisk, jakie udręczenie serc! Ulice miasta spłynęły krwią. Tysiące krzyży stały przy drogach i wyglądały — według słów Józefa Flawiusza — jak las, a na każdym krzyżu wisiał skazaniec. W mieście szerzyło się ludożerstwo.

Potem przyszło rozproszenie ludu po całym świecie, które trwa aż dotąd. Wszystko to stało się dlatego, że ludzie nie rozpoznali Bożego dnia nawiedzenia i nie odwrócili się od swoich grzechów. Jeszcze raz minęło żniwo i skończyło się lato, a oni nie zostali wybawieni. O, jakież to nieszczęście!

My również przeżyliśmy czas nawiedzenia. Nigdy w historii nie zwiastowano Ewangelii tak szeroko jak w naszym pokoleniu. Pomyślcie o ewangelizacji w ostatnim stuleciu albo sięgnijcie myślą jeszcze dalej wstecz.

Anglia była na drodze do duchowej ruiny, gdy Bóg posłał Johna Wesleya, George’a Whitefielda i Charlesa Wesleya, aby zwiastowali Ewangelię. Było to największe nawiedzenie od czasów apostolskich i nic podobnego nie wydarzyło się ani wcześniej, ani później. Ewangeliści Wesleya poszli na cały świat — nie jako zwykli pastorzy, lecz jako płomienni kaznodzieje przebudzeniowi — aby głosić Ewangelię i zdobywać dusze dla Jezusa Chrystusa. Metodyzm został użyty przez Boga jako ostrzeżenie dla ludzkości i wezwanie do nawrócenia.

Później mieliśmy Finneya i Moody’ego w Ameryce. Za ich czasów Bóg dał przebudzenie i ewangelizację, jakiej Ameryka nigdy wcześniej nie widziała. Setki tysięcy ludzi dostąpiły zbawienia, ale wielu, nawet w takich warunkach, odrzuciło Boże zmiłowanie i zlekceważyło Jego nawiedzenie.

Potem Bóg posłał Spurgeona, Sundaya, Torreya i Gipsy Smitha. Oni również napominali ludzi, wskazując na konieczność pokuty, i wzywali tłumy do nawrócenia oraz przyjęcia Chrystusa. To także był dzień nawiedzenia, w którym Bóg przemawiał do ginących ludzi. A jednak nawet wtedy niezliczone tysiące pozostały nieczułe na Jego wezwanie.

A dziś, w ostatnich dniach, mamy Billy’ego Grahama, który wzywa naród do uporządkowania swojego stosunku do Boga i ostrzega, że trzeba będzie stanąć przed Jego sądem. Bóg nigdy nie pozostał bez świadków. Zawsze przed sądem ofiarowywał swoje zmiłowanie. Jedno i drugie nie może jednak trwać jednocześnie. Jeśli, mój przyjacielu, nie przyjmiesz miłosierdzia Bożego w dniu Jego nawiedzenia, będziesz musiał stanąć przed Jego sądem.

Bez Boga nie może być żniw

Chcę podkreślić, że człowiek niewiele może uczynić dla wzrostu. Człowiek może siać i podlewać, ale tylko Bóg daje wzrost. Są tacy, którzy głoszą kazania i nauczają; tacy, którzy napominają; tacy, którzy proszą i zapraszają. Są wreszcie tacy, którzy czynią wszystko, co można uczynić, aby nakłonić człowieka do pojednania z Bogiem. Ale gdy człowiek uczyni już wszystko, sprawą Boga pozostaje dać wzrost. Bo tylko Bóg zbawia ludzi.

Czy pamiętacie słowa Pana Jezusa zapisane w Ewangelii Jana?

Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał (J 6:44).

Przyjacielu, jest to jedno z najpoważniejszych stwierdzeń, jakie znajdujemy w Słowie Bożym. Myślisz, że możesz być zbawiony, kiedykolwiek zechcesz. Wydaje ci się, że możesz przyjąć Chrystusa wtedy, kiedy będziesz gotów. Pragnę ci powiedzieć, że nie możesz uczynić tego sam z siebie. Musisz przyjąć Jezusa Chrystusa, póki trwa dzień nawiedzenia, póki Duch Święty działa w twoim sercu.

A teraz pytam: czy kiedykolwiek odczuwałeś dotknięcie Ducha Świętego? Czy Bóg pociągał cię do siebie? Czy odczuwałeś kiedyś w swoim sercu pragnienie przyjęcia Jezusa Chrystusa jako osobistego Zbawiciela? Czy był taki czas, gdy chciałeś być zbawiony i tęskniłeś za duchowym odrodzeniem? Czy kiedykolwiek troszczyłeś się o zbawienie swojej duszy? Czy wiesz cokolwiek o przekonującej mocy Ducha Świętego?

Przyjacielu, jeśli miałeś takie doświadczenia, jesteś świadom, że głos Boży zwracał się do ciebie. Duch Święty nakłaniał cię, abyś się nawrócił i został zbawiony. Był czas, gdy powinieneś był podjąć decyzję.

Może teraz twoje serce jest zatwardziałe, zimne i obojętne. Może teraz nie pragniesz już nawrócenia. Być może przekonanie ustało, Duch Święty odszedł od ciebie, a Bóg odwrócił się od ciebie. Nie dlatego, że Bóg tego chciał, bo Bóg nigdy nie opuszcza ludzi, dopóki oni nie opuszczą Jego. Lecz jeśli trwałeś w uporze wobec działania Ducha Świętego i opierałeś się pojednaniu z Bogiem, możliwe, że pragnienie minęło. Ilekroć odmawiałeś, tyle razy następna sposobność stawała się trudniejsza. Im częściej mówisz „nie”, tym trudniej będzie ci powiedzieć „tak”.

Powiadam, że jest taki czas, gdy Duch Boży nawiedza cię, gdy następuje poruszenie Ducha Świętego, gdy Bóg pociąga cię do siebie i gdy jesteś pewny Jego zaproszenia. Tylko On może zbawić twoją duszę. Dopóki On tego nie uczyni, nie będziesz mógł być zbawiony, ponieważ bez Boga nie może być żniwa.

Dziś, jeśli głos Jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych (Hbr 4:7).

Nie myśl, że będziesz mógł zapracować na zbawienie. Nie wyobrażaj sobie, że ludzie mogą rozpocząć kampanię ewangelizacyjną, przygotować mówców i śpiewaków, zrobić ogłoszenia, a następnie rozkazać Bogu, aby był obecny i działał. Tylko wtedy, gdy Bóg odpowie na modlitwy swojego ludu, nastąpi poruszenie Jego Ducha. I tylko tam, gdzie jest tchnienie Jego Ducha, dusze ludzkie mogą być zbawione.

Tego nie wolno lekceważyć. Człowiek nie może przyjść do Boga, kiedy mu się spodoba. Musi zostać pociągnięty przez Ducha Bożego.

Jeśli, przyjacielu, zlekceważysz czas Jego nawiedzenia, może się okazać, że nie będziesz mógł przyjść do Pana. Nalegam więc na ciebie, abyś zbadał swoje serce i zapytał samego siebie: czy Duch Święty działa na mnie, czy nie? Czy pragnę być zbawiony, czy nie? Czy troszczę się o zbawienie swojej duszy, czy nie? Czy Bóg pociąga mnie do siebie, czy nie? Powtarzam bowiem: bez Boga nie może być żniw.

Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał (J 6:44).

Plon zbiera się zawsze na początku żniw

Czy zdajecie sobie sprawę, że niewielu ludzi dostępuje zbawienia po trzydziestym roku życia i że większość przeżywa ten moment, zanim ukończy dwudziesty piąty rok życia? Najwięcej osób — jak doszedłem do wniosku — przeżywa swoje zbawienie między kilkunastym a dwudziestym rokiem życia.

A jak jest z tobą? Czy jesteś już po trzydziestce? Jeśli tak, twoje szanse są niewielkie.

Gdy zboże dojrzeje, zbiera się je do spichrzów. Trzeba je zebrać na początku żniw. Gdy młodzi ludzie znajdują się na klepisku życia, wtedy Duch Boży spływa na nich z mocą. Jeśli przetrwają tę próbę i okrzepną, nie poddawszy się działaniu Ducha, później staje się to coraz trudniejsze. W końcu, gdy nadchodzi wiek średni i starość, ich serce okazuje się nieczułe. Dopiero wtedy przekonują się, że należą do tych, którzy wprawdzie czasem przyjmują Chrystusa, ale nie tłumnie — jedynie w niewielkim procencie.

Możliwe, że stali się zatwardziali w grzechu i że ich nawyki się utrwaliły. We wczesnych latach życia mogliby łatwiej z nimi zerwać, lecz gdy nić się splątała, niełatwo ją przerwać.

Czy przypominasz sobie, kiedy zgrzeszyłeś po raz pierwszy i co stało się później? Po prostu przyzwyczaiłeś się do grzechu, nieprawdaż? Z początku było to dla ciebie straszne przeżycie. Niepokoiło cię sumienie, lecz nie chciałeś go słuchać. Potem brnąłeś coraz dalej, aż w końcu mogłeś grzeszyć niemal bez skrupułów. Jeśli raz i drugi zlekceważysz głos dzwonka alarmowego, potem w ogóle nie będziesz go słyszał.

Podobnie jest z grzechem. Z początku pochwyci cię raz, a potem zaczyna panować nad tobą. Sumienie milknie i nie słychać już alarmu.

Tak brniesz w grzech i lekceważysz Ducha Bożego. Gdy grzech raz tobą owładnie, nie możesz go porzucić. Stajesz się jego niewolnikiem, a on twoim panem. Jeśli zaś uciszyłeś swoje sumienie i stłumiłeś działanie Ducha Świętego, trwasz w buncie. Im starszy się stajesz, tym trudniej jest ci zawrócić i przyjąć Jezusa Chrystusa.

A więc, przyjacielu, w jakim jesteś wieku? Czy jesteś jeszcze młody? Dlaczego więc nie miałbyś przyjąć Jezusa Chrystusa, zanim będzie za późno? A może przekroczyłeś już trzydziesty, a nawet czterdziesty rok życia? Strzeż się wtedy, bo twoje szanse są niewielkie i będą maleć z każdym rokiem.

Nic dziwnego, że Bóg powiedział:

Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia (2 Kor 6:2).

Żniwo zawsze ma swój koniec

Tak, żniwo mija i kończy się lato. Czy jesteś jednym z tych, o których będzie można powiedzieć, że nie są zbawieni? Jakie to straszne! Czy wiesz, co dzieje się z ziarnem, które nie zostało zebrane? Pozostaje na polu i niszczeje.

Czy taki ma być twój los? Czy masz być zgubiony? Czy musisz iść na zatracenie? Cóż za tragedia!

Posłuchaj mnie, przyjacielu. Jeśli Duch Święty przestałby już na ciebie oddziaływać, oznaczałoby to, że minął dla ciebie czas żniwa. Jeśli skończyło się przebudzenie, a ty nadal nie jesteś zbawiony, to — powtarzam — minął dla ciebie czas żniwa. Jeśli nie troszczysz się już o życie duchowe, jeśli stałeś się obojętny, pamiętaj: żniwo dla ciebie się skończyło.

Czy pamiętasz słowa Pisma:

Nie może pozostawać duch mój w człowieku na zawsze (Rdz 6:3).

Tak, przyjdzie czas, kiedy Duch Boży przestanie zmagać się z człowiekiem, ponieważ człowiek opierał się Jego działaniu. Zasmuciłeś Świętego Ducha Bożego, ponieważ mimo wszystkiego, co Bóg uczynił dla ciebie, nie przyszedłeś do Niego. Minęło dla ciebie żniwo i skończyło się lato. A teraz… teraz może być już za późno.

Ale, przyjacielu, nie musi być za późno. Jeśli przyjmiesz Chrystusa teraz, nie będzie za późno. Lecz jeśli Go nie przyjmiesz, pewnego dnia znajdziesz się pośród tych, którzy będą wołać:

Minęło żniwo, skończyło się lato, a my nie jesteśmy wybawieni! (Jr 8:20)

Przecież to nie musi być twoim udziałem. Taki jednak będzie twój los, jeśli będziesz nadal postępował tak jak dotąd.

Człowiek często upominany, lecz uparty, nagle dozna klęski — i nieodwracalnie (Prz 29:1).

Przyjdź więc do Pana.

Uwierz w Pana Jezusa, a zbawisz siebie i swój dom (Dz 16:31).

Czy chcesz to uczynić? Uczyń to teraz.

Cytaty biblijne za: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum.

Podobne wpisy