|

1. Jedyna droga

Kto ustala warunki zbawienia?

Pewien bankier siedział w swoim gabinecie naprzeciw rozmówcy, który z wielką powagą mówił mu o śmierci Jezusa Chrystusa na krzyżu. W pewnym momencie bankier gwałtownie mu przerwał.

To śmieszne! To absurd! Głupstwo!

Jego rozmówca spokojnie zapytał:

Dlaczego?

Bankier spojrzał na niego z niedowierzaniem.

Dlaczego? Pan, jako człowiek myślący, pyta mnie dlaczego? Przecież to nonsens.

I zaśmiał się ironicznie.

Rozmówca nie ustąpił.

Tak, pytam dlaczego.

Twarz bankiera spoważniała. W jego głosie zabrzmiało podrażnienie.

Czy chce mi pan wmówić, że śmierć Jezusa Chrystusa na krzyżu za mnie ma zadowolić Boga? Precz z takimi teoriami. Jeśli mam być zbawiony, muszę dojść do tego własnym wysiłkiem.

Wtedy rozmówca odpowiedział:

Teraz rozumiem, gdzie leży trudność. Uważa pan, że ma prawo wypracować własną drogę do zbawienia, a przez to odrzuca pan drogę, którą przygotował Bóg.

Bankier zapytał z drwiącym wyrazem twarzy:

Co ma pan na myśli?

Rozmówca powiedział:

Proszę wyobrazić sobie, że przychodzi do pana człowiek w wielkiej potrzebie i prosi o pożyczkę. Kto ma prawo ustalić warunki udzielenia tej pożyczki: pan, jako bankier i właściciel pieniędzy, czy człowiek, który przychodzi w potrzebie?

Bankier odpowiedział bez wahania:

Oczywiście, że ja. Ten człowiek musiałby spełnić moje warunki, zanim otrzymałby pieniądze.

Właśnie. A przecież taka jest pana sytuacja wobec Boga. Jest pan człowiekiem w potrzebie. Jest pan grzesznikiem, który potrzebuje miłosierdzia, przebaczenia i zbawienia. Bóg zaś jest Tym, który ma prawo ustalić warunki. Kto więc decyduje o drodze zbawienia: pan czy Bóg?

Bankier zamilkł. Po chwili powiedział ze zdumieniem:

Nigdy nie spojrzałem na to w ten sposób. Oczywiście, nie mogę dyktować warunków. Bóg i tylko Bóg ma do tego prawo.

Rozmówca odpowiedział:

Właśnie dlatego musi pan porzucić własne pomysły na zbawienie i przyjąć Boży plan. Człowiek, który przychodzi w potrzebie, nie dyktuje warunków. On może jedynie przyjąć to, co Bóg daje. Czy jest pan gotów stanąć przed Bogiem na Jego warunkach?

Bankier odpowiedział pokornie:

Niech Bóg mi dopomoże. Jestem gotów.

Wtedy światło Ewangelii zaczęło docierać do jego serca.

To pytanie dotyczy każdego z nas. Czy próbujesz dojść do Boga własną drogą? Czy uważasz, że możesz sam ustalić warunki zbawienia? Wielu ludzi właśnie tak postępuje. Jedni ufają religii, inni moralności, jeszcze inni dobrym uczynkom albo zachowywaniu przykazań. Ale Biblia pokazuje jasno: istnieje tylko jedna droga zbawienia. Nie jest nią człowiek, jego wysiłek ani jego religijność. Tą drogą jest Jezus Chrystus.

Religia nie może zbawić

Wielu ludzi uważa, że zbawi ich religia. Myślą, że wystarczy należeć do jakiegoś Kościoła, uczestniczyć w nabożeństwach, znać modlitwy, zachowywać obrzędy i być formalnie związanym z tradycją religijną.

Pewien angielski arystokrata zapytał kiedyś rosyjską damę:

Jaki jest stan pani duszy?

Odpowiedziała:

To sprawa między moim spowiednikiem a Bogiem.

Była gorliwą wyznawczynią swojej religii. Wydawała pieniądze na potrzeby Kościoła, uczestniczyła w nabożeństwach, zachowywała religijne praktyki i uważała, że to wystarczy. Jej stan duchowy miał być sprawą Kościoła, a nie jej osobistej odpowiedzialności przed Bogiem.

Podobnie myśli wielu ludzi. Uważają, że skoro są ochrzczeni, należą do Kościoła, uczestniczą w nabożeństwach albo identyfikują się z chrześcijańską tradycją, to wszystko jest w porządku. Ale religia sama w sobie nie zbawia. Nie zbawia żadna etykieta, żadna denominacja, żadna tradycja i żadna przynależność. Zbawia tylko Jezus Chrystus.

Można należeć do Kościoła, a jednak nie znać Chrystusa. Można być człowiekiem religijnym, a mimo to nie być narodzonym na nowo. Można znać język religii, a nie mieć życia Bożego w sercu.

Nikodem był religijny, a jednak Jezus powiedział mu, że musi narodzić się na nowo. Faryzeusz był religijny, a jednak nie został usprawiedliwiony. Korneliusz był człowiekiem pobożnym, bogobojnym, modlącym się i dającym jałmużny, a jednak potrzebował usłyszeć Ewangelię, aby zostać zbawionym.

Odpowiedział Jezus i rzekł do niego: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego (J 3:3).

Paweł również był niezwykle religijnym człowiekiem. Od młodości żył w religijnej gorliwości. Znał Prawo, zachowywał przepisy, był przekonany, że służy Bogu. A jednak dopiero spotkanie ze zmartwychwstałym Chrystusem pokazało mu prawdę o jego stanie. Był religijny, lecz potrzebował zbawienia. Sam później nazwał siebie pierwszym z grzeszników.

Jeśli religia nie mogła zbawić Nikodema, Pawła, Korneliusza ani faryzeusza, to jak miałaby zbawić nas?

Można przypomnieć także przykład Jana Wesleya. Był duchownym Kościoła Anglikańskiego, czytał Biblię, modlił się, pościł, przyjmował Komunię, praktykował pobożność, a nawet wyjechał jako misjonarz. A jednak później sam rozpoznał, że nie był jeszcze prawdziwie nawrócony. Jego religijność nie dawała mu pewności zbawienia, ponieważ nie znał jeszcze pokoju płynącego z osobistej wiary w Chrystusa.

To pokazuje wielką prawdę: religia może wskazywać na Chrystusa, ale nie może Go zastąpić. Kościół może głosić Ewangelię, ale sam fakt przynależności do Kościoła nie zbawia. Obrzędy mogą mieć znaczenie, jeśli prowadzą do żywej wiary, ale same w sobie nie dają życia wiecznego. Życie jest w Chrystusie.

Jeśli religia mogłaby zbawić człowieka, krzyż nie byłby potrzebny. Gdyby człowiek mógł zostać zbawiony przez obrzędy, przynależność lub pobożne zwyczaje, Chrystus nie musiałby umierać. Ale On umarł, ponieważ bez Jego ofiary nie ma zbawienia.

Moralność nie może zbawić

Inni ludzie nie pokładają nadziei przede wszystkim w religii, ale w moralności. Mówią: jestem uczciwym człowiekiem, nikogo nie zabiłem, staram się nikomu nie szkodzić, żyję porządnie, dbam o rodzinę, pomagam innym. Wydaje im się, że takie życie wystarczy, aby stanąć przed Bogiem.

Oczywiście uczciwość, odpowiedzialność i troska o innych są dobre. Lepiej być człowiekiem uczciwym niż nieuczciwym. Lepiej pomagać niż krzywdzić. Problem polega jednak na tym, że moralność nie usuwa grzechu i nie daje człowiekowi sprawiedliwości przed Bogiem.

Jeśli dobre i moralne życie mogłoby zbawić człowieka, po co umarł Chrystus? Gdyby człowiek mógł wejść do nieba dzięki własnej uczciwości, mógłby powiedzieć: zbawiłem się sam. Nie potrzebowałem Zbawiciela. Moje życie było wystarczająco dobre.

Ale nikt nie będzie mógł tak powiedzieć. Biblia mówi jasno, że nie ma ani jednego sprawiedliwego. W świetle ludzkich porównań ktoś może wydawać się dobry. W świetle Bożej świętości każdy człowiek okazuje się grzesznikiem.

Nie ma sprawiedliwego, nawet ani jednego (Rz 3:10).

Wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej (Rz 3:23).

Człowiek często uważa siebie za dobrego, dopóki porównuje się z innymi ludźmi. Jeśli zestawi się z kimś gorszym od siebie, łatwo poczuje się sprawiedliwy. Ale gdy człowiek staje w świetle Bożej świętości, widzi siebie inaczej.

Można powiedzieć, że pokój wydaje się czysty, dopóki nie wpadnie do niego promień słońca. Wtedy nagle widać kurz unoszący się w powietrzu. Podobnie jest z sercem człowieka. Dopóki patrzymy na siebie powierzchownie, możemy uważać się za dobrych. Ale gdy światło Bożej świętości przenika do wnętrza, ujawnia pychę, egoizm, pożądliwość, kłamstwo, gniew, niewiarę i wiele innych grzechów.

Najlepsi ludzie Biblii, gdy spotykali Boga, nie chwalili się własną dobrocią. Piotr powiedział do Jezusa:

Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny (Łk 5:8).

Izajasz, gdy ujrzał chwałę Boga, zawołał:

Biada mi! Jestem zgubiony! (Iz 6:5).

Hiob, po spotkaniu z Bogiem, powiedział:

Dotąd Cię znałem ze słyszenia, obecnie ujrzałem Cię wzrokiem, stąd odwołuję, co powiedziałem, kajam się w prochu i popiele (Hi 42:5-6).

Ci ludzie nie byli najbardziej niemoralnymi ludźmi swoich czasów. Przeciwnie, wielu z nich uchodziło za sprawiedliwych i pobożnych. A jednak w obecności Boga zobaczyli własną grzeszność.

Nie wystarczy więc powiedzieć: jestem lepszy od innych. Pytanie brzmi: czy jestem doskonale sprawiedliwy przed Bogiem? Odpowiedź brzmi: nie. Dlatego potrzebujemy sprawiedliwości Chrystusa, a nie własnej.

Ewangelia nie polega na tym, że człowiek przynosi Bogu swoje dobre życie i prosi, aby Bóg je zaakceptował. Ewangelia polega na tym, że człowiek przychodzi jako grzesznik, rezygnuje z ufania sobie i przyjmuje sprawiedliwość Chrystusa.

Uczynki nie mogą zbawić

Jeszcze inni ludzie wierzą, że zostaną zbawieni dzięki dobrym uczynkom. Myślą, że jeśli będą wystarczająco dużo robić dla Boga i ludzi, jeśli będą dawać jałmużnę, modlić się, pościć, odwiedzać chorych, pomagać ubogim, cierpieć, umartwiać się albo poświęcać, to zasłużą na zbawienie.

Ale Biblia mówi coś zupełnie innego. Dobre uczynki są owocem zbawienia, a nie jego przyczyną. Człowiek nie czyni dobrych uczynków po to, aby zostać zbawionym. Czyni je dlatego, że został zbawiony. Najpierw musi być życie, potem dopiero może pojawić się owoc.

Student najpierw musi zostać przyjęty na uczelnię, a dopiero potem może pracować nad swoimi studiami. Podobnie człowiek musi najpierw przyjąć Chrystusa i otrzymać zbawienie, a dopiero potem żyć jako zbawiony. Nie pracujemy po to, aby zasłużyć na zbawienie; służymy Bogu, ponieważ zbawienie otrzymaliśmy z łaski.

Najlepiej pokazuje to przykład łotra na krzyżu. Nie mógł uczynić nic dla swojego zbawienia. Jego ręce i nogi były przybite. Nie mógł zejść z krzyża, naprawić życia, rozpocząć służby, pielgrzymować, pomagać ubogim ani wykonać żadnego religijnego dzieła. A jednak Jezus powiedział mu:

Dziś ze Mną będziesz w raju (Łk 23:43).

Zbawienie jest darem. Jeśli trzeba za coś zapłacić, nie jest to już dar. Jeśli trzeba na coś zapracować, nie jest to łaska. Bóg daje życie wieczne nie dlatego, że człowiek na nie zasłużył, ale dlatego, że Chrystus za nie zapłacił.

Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił (Ef 2:8-9).

Nie ze względu na sprawiedliwe uczynki, jakie spełniliśmy, lecz z miłosierdzia swego zbawił nas (Tt 3:5).

W ludzkim myśleniu o zbawieniu najważniejsze słowo brzmi: zrobić. Człowiek pyta: co mam zrobić, żeby zasłużyć? Co mam wykonać? Ile mam dać? Jak bardzo mam się poświęcić? Jak mam odpokutować?

W Bożym planie najważniejsze słowo brzmi: dokonało się. Na krzyżu Chrystus wykonał dzieło zbawienia. Nie zostawił go niedokończonego. Nie powiedział: zrobiłem swoją część, teraz ty musisz dołożyć resztę. Powiedział:

Dokonało się! (J 19:30).

To nie znaczy, że dobre uczynki są nieważne. Są bardzo ważne, ale nie jako podstawa zbawienia. Dobre uczynki są znakiem nowego życia. Są owocem działania Ducha Świętego. Są odpowiedzią wdzięczności, a nie zapłatą za łaskę.

Człowiek, który próbuje kupić zbawienie swoimi uczynkami, pokazuje, że nie rozumie krzyża. Chrystus cierpiał, przelał krew i umarł właśnie dlatego, że my nie mogliśmy zbawić samych siebie.

Przykazania nie mogą zbawić

Są też ludzie, którzy myślą, że zostaną zbawieni, ponieważ starają się zachowywać przykazania. Mówią: żyję według zasad, przestrzegam Bożego prawa, staram się być posłuszny.

Ale Jezus powiedział ludziom religijnym swoich czasów:

Nikt z was nie zachowuje Prawa (J 7:19).

To samo można powiedzieć o każdym z nas. Nikt z nas nie zachował Bożego prawa doskonale. W tym czy innym momencie życia każdy przekroczył Boże przykazania. A Biblia mówi, że kto przekroczył choć jedno przykazanie, jest winny naruszenia całego Prawa.

Choćby ktoś przestrzegał całego Prawa, a przestąpiłby jedno tylko przykazanie, ponosi winę za wszystkie (Jk 2:10).

Człowiek może powiedzieć: od dzisiaj zacznę od nowa. Będę lepszy. Odwrócę nową kartę. Ale co z przeszłością? Co z grzechami, które już zostały popełnione? Co z winą, której nie da się wymazać samym postanowieniem poprawy?

Wyobraź sobie człowieka, który ma ogromny dług w sklepie. Pewnego dnia mówi właścicielowi: od dziś będę płacił za wszystko na bieżąco. To dobrze, ale co z dawnym długiem? On nadal istnieje. Musi zostać spłacony.

Tak samo jest z grzechem. Nawet gdyby człowiek mógł od dzisiaj żyć doskonale, czego nie potrafi, i tak pozostaje sprawa jego przeszłych grzechów. Potrzebuje kogoś, kto spłaci jego dług. Tym kimś jest Jezus Chrystus.

On jeden zachował Boże Prawo doskonale. On był bez grzechu. On nie przekroczył żadnego przykazania. A jednak umarł za tych, którzy Prawo złamali. Stał się ofiarą za grzeszników.

Próba zbawienia przez zachowywanie przykazań przypominałaby podanie choremu na raka książki o zdrowym stylu życia. Taka książka może zawierać dobre rady, ale nie uleczy śmiertelnej choroby. Człowiek potrzebuje lekarza. Podobnie grzesznik nie potrzebuje tylko listy przykazań. Potrzebuje Zbawiciela, który weźmie jego grzech, przebaczy mu i da nowe życie.

Z uczynków Prawa żaden człowiek nie może dostąpić usprawiedliwienia w Jego oczach (Rz 3:20).

Jeżeli zaś usprawiedliwienie dokonuje się przez Prawo, to Chrystus umarł na darmo (Ga 2:21).

Prawo pokazuje nam grzech, ale nie usuwa winy. Przykazania ujawniają, że jesteśmy grzesznikami, ale nie dają mocy, by nas zbawić. Zbawia tylko Chrystus.

Chrystus jest jedynym Zbawicielem

Rozważaliśmy różne ludzkie drogi: religię, moralność, uczynki i przykazania. Każda z nich może wydawać się człowiekowi rozsądna. Każda daje poczucie, że coś robimy, że mamy kontrolę, że możemy jakoś zasłużyć na Bożą akceptację. Ale żadna z nich nie prowadzi do zbawienia.

Boża droga jest jedna: Jezus Chrystus.

On nie jest jedną z wielu możliwości. Nie jest tylko nauczycielem wskazującym drogę. On sam jest drogą. Nie przychodzimy do Boga przez własną religijność, przez kapłana, pastora, proroka, filozofa, tradycję, dobre życie ani moralne wysiłki. Przychodzimy do Ojca tylko przez Chrystusa.

Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie (J 14:6).

Nie ma innego imienia, w którym człowiek może być zbawiony. To jedno z najjaśniejszych stwierdzeń Biblii. Zbawienie jest tylko w Chrystusie.

I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni (Dz 4:12).

Jezus jest Zbawicielem. Nie religia. Nie moralność. Nie uczynki. Nie zachowywanie przykazań. Nie własne zasługi. Tylko Chrystus.

Możesz zapytać: czy On mnie przyjmie? Czy mnie nie odrzuci? Czy nie jestem zbyt grzeszny? Czy nie jest za późno?

Odpowiedź Jezusa jest jasna:

Wszystko, co Mi daje Ojciec, do Mnie przyjdzie, a tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę (J 6:37).

Jeśli przychodzisz do Chrystusa, On cię nie odrzuci. Nie dlatego, że jesteś godny, ale dlatego, że On jest łaskawy. Nie dlatego, że możesz zapłacić, ale dlatego, że On już zapłacił. Nie dlatego, że jesteś sprawiedliwy, ale dlatego, że On daje swoją sprawiedliwość tym, którzy Mu ufają.

Co musisz uczynić?

Ktoś może powiedzieć: skoro Bóg przygotował zbawienie, to chyba nic nie muszę zrobić. Ale to także byłoby nieporozumienie. Zbawienie jest przygotowane przez Boga, ale człowiek musi je przyjąć.

Jeśli ktoś podaje ci kubek wody, musisz go wziąć. Jeśli lekarz daje lekarstwo, musisz je przyjąć. Jeśli Bóg daje zbawienie w Chrystusie, musisz przyjąć Chrystusa.

Biblia mówi o przyjęciu Jezusa.

Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego (J 1:12).

Nie wystarczy wiedzieć o Jezusie. Nie wystarczy zgadzać się umysłem, że On może zbawić. Trzeba Mu zaufać osobiście.

Możesz wierzyć, że schody prowadzą na dół, ale jeśli na nie nie wejdziesz, nie zejdziesz. Możesz wierzyć, że pociąg zawiezie cię do celu, ale jeśli do niego nie wsiądziesz, nie dotrzesz. Możesz wierzyć, że Jezus jest Zbawicielem, ale jeśli nie zaufasz Mu osobiście, pozostaniesz bez zbawienia.

Wiara biblijna nie jest tylko uznaniem faktów. Jest zaufaniem Chrystusowi. Jest oddaniem Mu siebie. Jest poleganiem na Nim, a nie na sobie.

Uwierz w Pana Jezusa, a zbawisz siebie i swój dom (Dz 16:31).

Musisz więc wybrać Chrystusa, przyjąć Go, oprzeć się na Nim i zaufać Jego dziełu. Nie swojej religii. Nie swojej moralności. Nie swoim uczynkom. Nie swojej poprawie. Jemu samemu.

Teraz jest czas zbawienia

Być może wiesz już, że potrzebujesz zbawienia, ale chcesz odłożyć decyzję na później. Mówisz: kiedyś się tym zajmę. Jeszcze nie teraz. Będę miał czas. Może później.

Ale Biblia mówi inaczej. Boży czas to teraz.

Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia (2 Kor 6:2).

Nie wiesz, co przyniesie jutro. Nie masz gwarancji kolejnej okazji. Odkładanie odpowiedzi Bogu jest bardzo niebezpieczne, ponieważ serce człowieka może stawać się coraz twardsze.

Nie chwal się dniem jutrzejszym, bo nie wiesz, co dzień może przynieść (Prz 27:1).

Dlatego nie zwlekaj. Przyjmij Chrystusa teraz. Życie wieczne może stać się twoim udziałem nie kiedyś, ale dzisiaj. Bóg wzywa cię, abyś przyszedł do Jego Syna, porzucił własne drogi zbawienia i zaufał jedynej drodze, którą On przygotował.

Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko! (Iz 55:6).

Chrystus jest gotów przyjąć każdego, kto do Niego przychodzi. Nie odrzuci grzesznika, który szczerze Mu ufa. Nie musisz już budować własnej drogi. Nie musisz zasługiwać na zbawienie. Nie musisz udowadniać Bogu swojej wartości. Musisz przyjść do Chrystusa i przyjąć dar łaski.

On jest jedyną drogą.

Cytaty biblijne za: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum.

Podobne wpisy